sobota, 7 czerwca 2014

The Face Reader [k-movie]




Kto oglądał choć trochę historyków w koreańskim wydaniu, powinien mniej więcej kojarzyć czas przedstawiony w filmie. No i część historyczna nie powinna być dla niego zaskoczeniem. Szczerze powiedziawszy... jestem odrobinę zawiedziona tą produkcją. Liczyłam na coś zupełnie innego.


Nae Kyung jest nieco zapomniany w swoim fachu. Jest czytającym z twarzy,czyli potrafi powiedzieć wszystko o charakterze osoby po zobaczeniu jej twarzy. Żyje sobie cicho na wsi z synem i szwagrem. Pewnego dnia zostaje zwerbowany przez Yeon Hong - właścicielkę domu ginsaeng. Kobieta podpisuje z nim umowę i ten ma pracować dla niej. A jego sławie szybko dowiadują się ci możni, również król. Nae Kyung ma za zadanie przeczytać twarze urzędników, aby dowieźć ich wierności i uczciwości. Wiadomym jest, że dorobienie się tym samym wrogów jest nieuniknione. Król Munjong umiera, a jego następcą zostaje syn. Nae Kyung zostaje wplątany w potyczki polityczne ministra Kima i księcia Sooyanga - który pragnie korony.

Jak dla mnie produkcja była nieco nieprzemyślana, albo nie potrafiono zdecydować się na jeden gatunek. Początkowo moje wyobrażenia o poważnym filmie runęły w gruzach, kiedy produkcja była iście komediowa. A szczerze... nie lubię komedii wplecionej w historyk. Kiedy jednak pierwsza połowa, ta zabawniejsza minęła, zmieniono nagle gatunek i film stał się wręcz dramatem. Jak dla mnie trochę zbyt drastycznie przeprowadzono tą zmianę. Kiedy jednak odejmie się kwestie gatunku, pozostaje nam dobry film, jednak nie jakoś specjalnie powalający. Niby mamy spisek, fabularnie ładnie wpleciono wątek głównego bohatera jako uczestnika rewolty, czegoś mi jednak brakowało.

Nie można odmówić kwestii aktorskiej, bo obsada była doprawdy świetna. Song Kang  Ho i jego przeciwnik Lee Jung Jae świetnie ze sobą współpracowali walcząc ze sobą. Gdzie jednak Jung Tae był tym, który zgarnął najwięcej nagród. Złe charaktery widocznie wygrywają. Kim Hye Soo pokazała klasę, grając seksowną właścicielkę domu uciech, a Lee Jong Suk miał okazję zagrać przy większych od siebie, co wyszło mu na pewno na dobre, bo współpracował z aktorami pierwszej klasy, samemu zdobywając doświadczenie. Jego postać nie przyćmiewała tym samym starszych aktorów, a reżyserzy mogli przecież tak zrobić, bo w końcu chłopaczyna jest na topie i nastolatki z chęcią pobiegłyby zobaczyć swojego oppę do kina. Jego postać nie wybijała się, ale nie została jakoś całkowicie postawiona jako pięknie wyglądająca buźka.

Druga część, a szczególnie ostatnie pół godziny filmu najbardziej zapadły mi w pamięci, jako świetnie zmontowane. Tutaj również uwydatniono jeszcze bardziej świetne kostiumy i całą oprawę wizualną. Bo film był świetnie zrobiony. Nie wiem wobec tego dlaczego podeszłam do niego tak obojętnie i z takimi odczuciami go zostawiam. Czegoś mi brakowało jak już pisałam. Chyba jednak polecam, aż tak bardzo się nie nudziłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz