wtorek, 24 czerwca 2014

Paradise Kiss [j-movie]



Może rozsądniej byłoby zobaczyć również anime i mangę, a dopiero wtedy napisać kilka słów o filmie. Wczoraj jednak miałam ochotę na coś niezobowiązującego, prostego w przekazie i zahaczającego o romansidło. Udało się, trafiłam w dziesiątkę. 


Yukari Hayasaka uczęszcza do jednej z lepszych szkół w Japonii. Całe swoje życie poświęciła nauce, głównie pod naciskiem mamuśki, która ma dziwnego hopla na punkcie ciągłego siedzenia nosem w książkach. Dziewczyna wydaje się być nijaka i przytłoczona swoim życiem. Kocha  się również od kilku lat w Hiroyukim Tokumorim, który jednak nie zwraca na nią uwagi. Pewnego dnia dziewczyna zostaje zaczepiona przez dziwnego chłopaka, który wprowadza ją w zupełnie inny świat. Świat dziwaków i idiotów, jak twierdzi dziewczyna, kiedy dowiaduje się, że cała grupka ludzi do których trafiła chodzi do Akademii Sztuki. Czy Yukari zechce zostać modelką i muzą lidera Georga? 

Całościowo nie sposób nie ocenić filmu dobrze. Szczególnie, gdy nie oglądało się anime - zrobił to mój chłopak lata temu i stwierdził, że anime było jeszcze bardziej kolorowe, jednak elementy oczywiście powtarzały się - i ma się zupełnie obojętny pogląd co do pełnometrażowej produkcji. Prosta rozrywka, która nie każde zbytnio myśleć. Nie wzrusza zbytnio, a śmieszy. I co najważniejsze dla mnie... śmieszy subtelnie i nie jest to głupawy humor, gdzie z miną pełną konsternacji próbuję rozkminić co właśnie zobaczyłam na ekranie. Chyba jedynym do czego mogę się przyczepić to kostiumy. Z całym szacunkiem, jednak taka moda zupełnie mi nie pasuje. A ci wielcy geniusze-projektanci grosza nie są warci. 

Kino japońskie pod względem gry aktorskiej jest specyficzne i potrzeba kilku seansów, by przestawić się z tego koreańskiego. Tutaj jednak - o dziwo! - łatwo się zaaklimatyzowałam, od razu nie mając problemu z oswojeniem się z bohaterami. Niezwykle spodobała mi się rola Keiko Kitagawy. Aktorka świetnie odegrała swoją rolę i nie stworzyła płaczliwej szarej myszki, a dość pyskatą i hardą dziewczynę. Co prawda niezdecydowaną, jednak charakterną. Osamu Mukai starał się jak mógł być niezależnym projektantem, który góruje nad wszystkimi, jednak jego postać była średniaczkiem. Brakowało mi większej dozy charyzmy, siły w jego grze. Jest zawiedziona Shunjim Igarashim. Liczyłam na to, że skoro gra gościa w kiecce, to nabierze w filmie specjalnego znaczenia. Że wyróżni się czymś więcej niż tylko bieganiem w kiecce i makijażem. Liczyłam na to, że jego postać będzie tą zabawną, wręcz komiczną nadającą smaczku całej produkcji. W rzeczywistości pokazano go kilka razy, gdzie rzucał dobrymi radami, a cała jego postać bledła - może w anime miał większy oddźwięk? Tego nie wiem. Totalnie denerwującą była Aya Omasa, która grała do bólu idiotkę. Słodko uśmiechającą się idiotkę. 

Całość została ładnie nakręcona. Nieco kiczowato i w stylu żylidługoiszczęśliwiewswoimutopijnymświatku, jednak nie oczekiwałam zbyt wiele po tym filmie. Byle się dobrze bawić. I tak było. Przyjemne romansidło, które mnie nieco odmóżdżyło w ciężkich dniach - ponieważ sesję mam na karku. To był również dobry materiał na film, nawet jeśli na podstawie mangi. Polecam każdemu. Nie jest specjalnie nudno, chociaż dwie godziny to jednak przesada. 

1 komentarz:

  1. Ja również bardzo lubię ten film :) Nic skomplikowanego, ale czasami właśnie na takie kino mam ochotę :)

    OdpowiedzUsuń