piątek, 20 czerwca 2014

Hwayi: A Monster Boy [k-movie]


Komu mogłabym polecić ten film? Na pewno facetom. Panowie, nie zawiedziecie się, to pewne. Dawno nie widziałam tak bezwzględnego filmu, z brutalnością która wylewa się z każdej wręcz sekundy filmu. I to nie jest po prostu krwawa jatka - którą można przyrównać do amerykańskich czarnych komedii - a świetnie nakręcone męskie kino. Brawo! 


Hwayi ma  pięciu ojców. Nie, to żadna opowiastka gejowska. Nastolatek jako dziecko został porwany, a że bandyci nie otrzymali okupu, postanowili dzieciaka wychować. Chłopak przechodzi małe szkolenie, uczy się strzelać, zabijać. Całość ma jednak postać pokazową, bo o ile wie że jego tatuśkowie są gangsterami, to póki co nie angażował się zbytnio w ich pracę. Sprawa się komplikuje, kiedy chłopak zostaje zmuszony do swojego pierwszego morderstwa. Kiedy jednak dowiaduje się kim jest ofiara, wszystko się komplikuje. 

Ten film nie mógł się nie udać. Nie z tak wspaniałą, męską obsadą. Wielkie nazwiska wywołały na ekranie niemałą burzę i każdy z nich miał swoje pięć minut, błyszcząc krwawym blaskiem. Mimo że nie przepadam, za aż tak brutalnym kinem, nie sposób było przejść przez tą produkcję obojętnie. Niesamowicie bezwzględny film, który góruje nad filmami amerykańskimi. Spytacie się czym? Na pewno obsadą. Bo o ile normalnie mamy ewentualnie dwóch głównych aktorów, którzy od razu wybijają się na przód, to tutaj każdy z obsady odgrywał ważną rolę. Po drugie, realizm. Nie uświadczymy tutaj honorowych gestów, aktów miłosierdzia. Kto stoi na drodze - umiera, nawet jeśli to postać, która potencjalnie żyć powinna. 

Fabularnie było dobrze. No ale zacznijmy od tego, że fabuła nie była jakoś wielce skomplikowana. Sama treść schodziła na drugi plan. Liczyły się efekty i ciągle rozlewająca się krew w połączeniu z szaleńczymi minami naszych bohaterów. A w obsadzie same gwiazdy. Kim Yun Seok, Jang Hyun Sung, Cho Jin Woong, Kim Sung Kyun, Park Hae Joon, gdzie szczególnym uczuciem darzę pierwszą dwójkę. Przy tych sławnych panach postawiono Yeo Jin Goo, który zgrabnie wpasował się w tak zacne towarzystwo i swoją grą aktorską stał niemal na równym poziomie. Jednak nic nie przebije roli Kim Yun Seoka. Facet po prostu lśnił i przerażał jednocześnie swoją postacią. 

Bardzo dobre kino, gdzie ogromna brutalność była zupełnie uzasadniona. Bardzo mi się podobał i oczywiście, że polecam każdemu. Jak nie dla scen akcji i strzelanin, to dla popatrzenia sobie na cholernie seksowną obsadę. 

1 komentarz:

  1. BArdzo fajny film ale jednak coś mi w nim brakowało jakiegoś takiego mocniejszego dreszczyka ;D

    OdpowiedzUsuń