poniedziałek, 26 maja 2014

Mirai Nikki - Another: World [j-drama]



To na pewno obowiązkowa pozycja dla fanów mangi/anime o tym tytule, dla niejakiego porównania realizacji pomysłu. Wiem na pewno, że ludzie którzy widzieli anime, będą narzekać na sposób przedstawienia świata i bohaterów, dlatego że anime strasznie im się podobało. Ja chyba w tej kwestii jestem bardziej obiektywna. Dlaczego? Anime w żaden sposób mnie nie porwało - a wierzcie mi, kocham te chińskie bajeczki - natomiast drama jak dla mnie została zrobiona o niebo lepiej. Jednak zacznijmy od początku. 


Arata Hoshino dostaje od swojego przyjaciela telefon, jako rekompensatę za zniszczenie jego starego modelu. Komórka jest jednak nietypowa, ponieważ przewiduje przyszłość. Okazuje się, że on jak i grupka innych ludzi również posiada podobne telefony. Co istotne, zostają oni wciągnięci w grę, która ma na celu eliminację pozostałych przeciwników. Do Araty przyczepia się Yuno Furusaki. Dziewczyna impulsywna i twierdząca zaparcie, że kocha Aratę i będzie go bronić. Kto zostanie zwycięzcą w całej rozgrywce? I czy można sprawić, by wszyscy przeżyli? 

Porównania do anime będą dość adekwatne, inaczej pewnie nie miałabym za bardzo o czym pisać. Na pewno produkcja powstała tylko i wyłącznie dla fanów. Chociaż dla mnie to trochę dziwna sprawa, bo wiadomo że fan anime przyczepi się co do wykonania dramy, jednak takie przypadki są dość częste. Dodajmy, że serial był ledwo 30minutowy dla każdego odcinka, a tych było 11, no i była to produkcja niskobudżetowa, a dość niskiej oglądalności -  najlepszy odcinek 9.9%. Zacznijmy jednak od tego, że nie wiem właściwie jak wahają się ratingi w japońskiej telewizji, nie wiem, które stacje są kablówkowe - w tej kwestii bardziej obeznana jestem w Korei, jednak zamierzam poszerzać horyzonty o Japonię. 

11 odcinków i krótki ich czas trwania, nie przeszkodził jednak twórcom, całkiem zgrabnie stworzyć niemal odmiennej fabuły i wartkości akcji. Wiadomo, anime rządzi się swoimi prawami i dopuszczalna jest ta nierealistyczność i oderwanie od rzeczywistości, co szczerze mówiąc nieco mi przeszkadzało, a cała historia była po prostu głupia, bo oglądałam produkcje, które trzymały się chociaż trochę realności. Jak dla mnie fabuła przedstawiona w dramie była o wiele bardziej przyswajalna, bo kto wie czy niedługo nie stworzy się wirtualna przestrzeń, w której będziemy mogli działać. Świetnie swoją drogą załatwili sprawę Deusa, który nie był bogiem - a gra była formą zabawy dla niego, jak i wyłonienia następcy - a programem, który poprzez wyłonienie zwycięzcy, chciał jeszcze bardziej ulepszyć swój "szczęśliwy" świat przeznaczony dla ludzi. 

Kolejną sprawą są aktorzy. Cieszę się, że Arata Hoshino nie był taką sierotą i płaczkiem, jak przedstawiono go w anime. Masaki Okada poradził sobie całkiem zgrabnie w tej roli. Brakowało mi jednak aspektu szaleństwa w postaci Yuno Furusaki. Już nawet nie licząc różowych włosów - do tego chyba największa awersję mają fani - Ayame Gouriki była po prostu kiepska. Mogła stworzyć bardziej niestabilną emocjonalnie postać, jej zmiany mimiki były niewystarczające i tutaj mogę powiedzieć, że animowana Yuno była o wiele lepsza. Dobrym pomysłem było nie tylko zmienienie odrobinę fabuły, ale i historii każdego z bohaterów. Ci nie byli jedynie anonimowi, rządni zabicia pozostałych uczestników, ale każdy - podkreślam każdy - miał za sobą jakąś historię. 

Muzykę mogę określić jako psychodeliczną i ta w ogóle mi się nie podobała. Ciekawie rozwiązali sceny, kiedy pokonani zawodnicy umierali. Mimo na pewno ograniczonych możliwości, wyszło to całkiem przyjemnie i nie raziło zbytnio amatorstwem. Jedynie postać animowanego Deusa, w formie słońca była zbyt komiczna. 

Serial zdecydowanie polecam. Akcja jest dobrze rozłożona w takiej małej ilości odcinków, nie nudzi w żadnym momencie - w przeciwieństwie do anime - jest niesamowicie skupiona i dużo się dzieje, nie tracimy jednak poczucia stabilności i wszystko na bieżąco da się ogarnąć. Moja ocena. Lepsze niż anime. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz