poniedziałek, 12 maja 2014

Gabi [k-movie]




Ta produkcja była dla mnie bardzo dylematyczna pod względem oceny. Poszczególne elementy bardzo mi się podobały, cała fabuła była dla mnie dobrze przemyślana. Jest to jednak film z typu tych, gdzie Koreańczycy wiedzą o co chodzi, ponieważ historia Korei jest im bardzo dobrze znana i traktuje o okresie, który oni uważają za ważny. Przyznam się, że gubiłam się w niektórych wątkach, nie wiedziałam w niektórych momentach, która armia jest czyja i wplecenia historyczne nie miały dla mnie sensu - bo zwyczajnie się w nich nie orientowałam. Dlatego ciężko było mi wszystko ogarnąć, nie mniej jednak film zasługuje na brawa i pretenduje do miana świetnie nakręconych, że ma się wrażenie że powstały na Zachodzie. 


Illichi i Tanya uciekają z Korei, kiedy ojciec dziewczyny zostaje zabity. Dorastają razem i każde z nich może poszczycić się jakimś talentem. Droga którą obrali jest zdecydowanie nielegalna. Kradną z rosyjskich pociągów ziarna kawy i następnie sprzedają je po zawyżonej cenie arystokratom. Para pod przymusem zostaje zwerbowana przez Japończyków i wplątana w tajną operację "Gabi". Illichi ma stworzyć armię, a Tanya otruć króla Gojong. 

Cały film powstał na podstawie noweli "Russian Coffee" Kim Tak Hwana opublikowanej w 2009 roku. Sam budżet produkcji był dość spory, bo aż 5 miliardów wonów - chociaż i tak został obcięty o połowę.  To jednak widać. Widać ogrom wydanej kasy, bo film był zrobiony genialnie. Dopracowany pod każdym detalem. Kwestią do której mogę się przyczepić to jedynie historia, której nie rozumiałam - czyli to chyba moja wina. Szkoda jednak, że to wpłynęło na moją ocenę. Może następnym razem bardziej się dokształcę. Możliwe, że chciano zrobić z tego coś bardziej pod sensację, bardziej dynamicznego i wartkiego (na co jednak zabrakło funduszy). Co jednak można powiedzieć o tym filmie to to, że jest piękny. 

Po pierwsze, kostiumy! Uwielbiam filmy historyczne, jednak zazwyczaj oglądam takie, które dzieją się w kompletnej przeszłości, gdzie tradycyjny ubiór koreański zdecydowanie dominuje. Ostatnio jednak upodobałam sobie okres końca XIX wieku, gdzie wpływ Zachodu jest coraz bardziej widoczny. I tak oto mamy europejskie garnitury vs. tradycyjny ubiór. Całość jednak scenografii i kostiumów bardzo dobrze razem przechodziła. Nie gryzło się to ze sobą i dawało dość naturalny wygląd. 

Po drugie, ktoś wpadł na genialny pomysł i nie zrobił wszystkiego na modłę koreańską. Mianowicie, tak jak przeszkadzało mi strasznie w Inspiring Generation, że wszyscy mówią po koreańsku, czy to Japończyk czy Chińczyk, tak tutaj byłam niezmiernie zadowolona. Nie miało dla nie większego znaczenia, że akcenty aktorów były dziwne - szczególnie jeśli chodziło o wymowę rosyjską. Czego należy się spodziewać po pewnie nauce specjalnie do roli? Cieszę się, że zachowano realizm tego filmu. Że mówiono i po rosyjsku i po japońsku i po koreańsku. Że w produkcji ważną rolę spełniali tłumacze. Że w ogóle oni tam byli i naprawdę tłumaczyli dane kwestie. 

Niesamowicie dobrze oglądało mi się aktorów. Joo Jin Mo w roli Illichiego stworzył silną, zakochaną postać. Osobę, która zrobi wiele dla swojej ukochanej. Faceta, który się poświęcił i przyjął wybór Tanyi. Jednak przy całym moim uwielbieniu dla męskich ról - bo zwykle tak jest że faceci dominują - Kim So Yeon stworzyła świetną rolę, chociaż może dlatego że była pięknie ubrana. Elegancko, wytwornie. Do tego dodając jej opanowanie i kobiecość, niczym nie przypominała złodziejki z pierwszych kilku minut. Przyczepić mogę się jedynie - i znowu - do zagranicznych aktorów. Ja nie wiem, czy reżyserzy biorą ludzi z ulicy, czy może castingi nie są przeprowadzane rzetelnie. Za każdym razem widząc zagranicznych aktorów, mam wrażenie że oni po prostu tam nie pasują, a ich umiejętności są po prostu do bani. 

Podsumowując. Piękny film, ze świetnymi kostiumami i muzyką. Może brakowało nieco dynamiczności. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz