wtorek, 6 maja 2014

EXO - Overdose [mini-album]



Brakowało mi ostatnio jakiegoś albumu do zrecenzowania i słuchania. Trudno mi jednak ocenić, czy Overdose zaliczę do lubianych przeze mnie. Ostatnimi czasy mam dość średnie podejście do tego zespołu. Jakiś miesiąc temu doceniłam dopiero ich pełen album, wcześniej nie podobał mi się wcale. Czy będzie i w tym przypadku? Może. 


 Overdose aż bije komerchą. Tylko brakuje telefonu Samsunga, który by się przewijał w klipie. Sam teledysk nie wyróżnia się niczym tak na dobrą sprawę. Może tylko zamierzam się z wiatrówką, by odstrzelić te kapelutki. Doliczając masakryczne ubrania rodem z lat 90., brakuje mi tylko ekscentrycznych fryzur, by cofnąć się do tych czasów. Sukces związany z wykorzystaniem jednej, sunącej kamery w Growl, postanowiono w większości wykorzystać i tutaj, co jednak nie dało już tak świeżego wyglądu. Dlaczego? A może dlatego, że jaskrawe ubrania i tło od którego dostawałam oczopląsów, nie pozwalały na skupienie się na układzie. Do tego niepotrzebny autotune, kiedy chłopacy przecież śpiewają dobrze... To co jednak bardzo mnie zaskoczyło - i to na plus - to charakterystyczna maniera refrenu. Refren jest nieziemski i niewyrównany (chodzi mi mianowicie, że jak w większości z piosenek można dośpiewać sobie kawałek melodii, to tutaj nie poszli na łatwiznę i mamy łamania, raz wyżej, raz niżej; a to, że nie mogę się domyślić, co będzie w kolejnej sekundzie jest bardzo dobre). To nie zmienia jednak faktu, że w całości utwór nie porywa, można było się takiego spodziewać i po SM i EXO. Tak spalcie mnie na stosie wszyscy zagorzali fani. 

Zaraz po tak szybkiej nucie, chłopacy prezentują nam Moonlight, które jest po prostu smętami, do tego niskich lotów. Nie lubię takich oderwanych od siebie nagle nut w albumie, nawet jeśli to tylko 'mini'. Thunder jest chyba najbardziej interesującą piosenką, która zresztą ładnie przechodzi po dwójce i jest niejaką kontynuacją po nieciekawej balladzie. Run jest  dla mnie totalnym zdziwieniem. EXO w klimatach karaibskich, na bezludnej wyspie i z włóczniami biegającymi dookoła ogniska. To mi się skojarzyło. Kończące Love, love, love - przyjemne, jednak nie do zapamiętania. Jak zresztą całość albumu, po moim trzykrotnym przesłuchani. Jedynie refren z Overdose obija mi się w głowie. 

To nie jest epicki album, jednak takiego się oczywiście nie spodziewałam. Jak dla mnie za szybko sklecony i pewnie tylko pod naporem współpracy SM/EXO z Samsungiem. Co widać i po klipie i po okładce albumu. No fani jednak się ucieszą, no jasne że się ucieszą. Po mnie wydanie tego krążka słynęło i jutro pewnie zapomnę nawet, że takowy wyszedł. Niemniej jednak teraz utwory z albumu są na pierwszych miejscach notować - również nic dziwnego, z taką rzeszą fanów. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz