sobota, 5 kwietnia 2014

Rough Play [k-movie]



Czuję rozczarowanie. Niesamowite rozczarowanie. Byłam napalona na ten film. Już nawet nie z uwagi na samego Lee Joona. Nawet trailer zachęcił mnie do seansu i czatowałam po premierze na polskie napisy. I zawiodłam się. Trailer zrobiony świetnie, film jako całość dość kiepski. 

Całość kręci się wokół Oh Younga. Początkującego aktora, który od desek małego teatru, ról cameo, w jednej chwili staje się sławny i sięga szczytu. Szczytu, z którego potem zostaje zepchnięty. Dość wyraźnie pokazane są koreańskie realia, czyli przewinienie i niestety znajdujesz się na dnie i musisz budować wszystko od nowa. 

Ten film nie miał w ogóle fabuły. Był o niczym tak na dobrą sprawę. Może miał jakieś większe przesłanie, ja jednak go nie uchwyciłam. Krótko mówiąc... nie zrozumiałam tego filmu. Obejrzałam bo obejrzałam, zastanawiając się co mi umyka. Jak dla mnie było tutaj zbyt wiele chaosu i tylko Lee Joon ratował wszystko. Patrząc na jego grę mogłam skapnąć się chociaż, kiedy pokazywany był kręcony film/reklama, a kiedy toczyła się rzeczywista akcja. I to tyle. Ostatnia scena wprowadziła u mnie niezłego kręćka, bo za cholerę nie zrozumiałam zakończenia. Denerwowała mnie również cała maniera filmu. Ale może tak miało być? Że nawet na bardziej spostrzegawczy widz miał nie zauważać różnicy między filmem a rzeczywistością. No ja nie wiem. 

Ten film uratował jedynie Lee Joon. Chłopak lubi grać, co świetnie widać. Jego mimika twarzy nieustannie się zmieniała i dostosowywała do poszczególnych ujęć. Zauważmy, że mamy tutaj dość odważne sceny erotyczne... Sceny erotyczne, hmm... w sumie to za każdym razem było pijackie, brutalne pieprzenie. Zero fajerwerków, czułości i uczucia. Odważnie jak cholera. Tym bardziej, że Lee Joon nie jest aktorem. To idol. To k-pop. A w tej branży obowiązują żelazne zasady. Członek zespołu k-popowego takie rzeczy odstawia na ekranie? Boshe, do tego seks w skarpetkach! Jak to?! Widocznie chciał zerwać ze stereotypem tego, że idol może grać jedynie książąt na białym koniu, gdzie największym przewinieniem wobec fanek będzie wall kiss z partnerką z dramy. Jak i MBLAQ  ma widocznie normalne, wyrozumiałe fanki, które nie rzuciły się z falą hejtów i chęcią, by ich oppar kajał się przed światem i nimi za sceny łóżkowe. I okazuje się, że  idol może dobrze grać. No nie powiem, że Lee Joon zaimponował mi tą rolą. Dałam mu jeszcze notę wyżej, kiedy zobaczyłam Kim Hyung Jun'a w połowie filmu. Oglądam z nim teraz jedną dramę i aż boli mnie jego drewniana gra aktorska. 

Wydaje mi się, że zatrudnienie Lee Joona do głównej roli było też takim małym wyzwaniem, wręcz chęcią zakpienia ze światka k-popów. Że aktor, to aktor. Co z tego, że jest członkiem zespołu. Na ekranie jest jedynie bohaterem, którego gra i nie jest ważne, że ma rzeszę nastoletnich fanek, tylko jak odtworzy scenariuszową rolę. 

Podsumowując. Film nieco mnie wymęczył. I nie sądzę bym do niego powróciła. Nie jest tak, że go nie polecam, jednak może być nieco chaotyczny dla niektórych, czyt. JA. To jednak nie zmienia faktu, że jeśli chcecie popatrzyć na Lee Joon'a w negliżu - plus te niewdzięczne skarpetki - to na pewno to będzie obowiązkowa pozycja. Dobrze by jednak było, żeby nie tylko to przeważyło. Bo okazuje się, że Lee Joon jest całkiem niezłym aktorem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz