czwartek, 24 kwietnia 2014

Heartbreak Library [k-movie]




Cóż mogę powiedzieć o tym filmie. Myślałam, że się wybitnie zanudzę, zamiast dostać wybitną produkcję. Aż tak dobrze jednak nie było, mimo wszystko przyjemnie oglądało mi się ten film. Chociaż... czuję w pewnym stopniu niedosyt? Chyba tak, to dobre słowo, bo szczerze mówiąc widziałabym inaczej większość końcowych scen, które byłyby bardziej romantyczne. Nastawiłam się bowiem na romansidło, a tych elementów było dość mało. Baaa, bardzo mało!


Cho Eun Soo pracuje w bibiliotece. Jest osobą dość roztrzepaną, impulsywną i cierpi z powodu odrzucenia od faceta. Pewnego razu udaje jej się przyłapać Joon Oh - użytkownika biblioteki - na wyrywaniu kartek z książek. Dziewczyna jednak jest zaintrygowana tym, że mężczyzna wyrywał tylko określoną stronę - 198. Już na samym początku dowiadujemy się, że tam miała znajdować się informacja od jego dziewczyny, która go porzuciła. Cho Eun Soo postanawia pomóc kolesiowi znaleźć odpowiednią książkę, jak i zaczyna go lubić.

Czy rzeczywiście go lubi, to chyba za dużo powiedziane. Główna para zachowuje się raczej jak para kumpli, którzy dzielą niedolę - w tym Joon Oh ma większy garb na plecach. Na pewno darzy go życzliwością, jednak do faktycznych scen romansowania nie dochodzi. I chyba tego mi brakowało, skoro już pisałam że nastawiłam się na dobre romansidło. Tutaj mamy dwójkę ludzi, którzy starają się nawzajem sobie pomóc. Jednak nic poza tym. Spędzają ze sobą czas. Wyjeżdżają. Jednak ani sceny, która zmieniłaby ich relacje na coś głębszego. Na samym końcu filmu oceniam, że ich relacja weszła na etap najlepszych przyjaciół i wdzięczności z uporaniem się z demonami przeszłości.

W głównych rolach Eugene i Lee Dong Wook, czyli piękna para jak na ten 2008 rok. Wcześniej aktorów nie widziałam w niczym (chyba), więc nie mam porównania. Jednak w Bibliotece Złamanych Serc wydawali się grać dobrze. Jakoś bezinwazyjnie przewijali mi się na ekranie przez te ponad 90 minut. Problemem filmu było to, że postacie drugoplanowe były niezmiernie płaskie i równie dobrze mogę przyrównać ich do statystów. Wszystko kręciło się dookoła głównej pary.

Z muzyki pamiętam niewiele, jak i w sumie z całego filmu. Był to dobry jednorazowy seans z typu "teraz mi się nawet podoba". Jednak kiedy się już przespałam, niewiele pamiętam z konkretnych scen. Film aż za bardzo do zapomnienia, bo brakuje mu ciągłości i przemyślanego rozwiązanie końcowego. 


1 komentarz:

  1. "Jednak nic poza tym." Dokładnie.
    Można zobaczyć, ale raczej nie spodziewać czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń