piątek, 25 kwietnia 2014

Heartbeat [k-movie]



Ten film nie był dobry. Ekipa chyba nie mogła do końca zdecydować po jaki styl sięgnąć, przez co obejrzałam produkcję, która momentami popadała w śmieszność. Coś poszło nie tak w tym filmie, chociaż nie można odmówić, że pomysł był dobry. Wystarczyło tylko lepiej go zrealizować. 


Chae Yeon Hee jest dyrektorką językowej szkoły i matką, która biega od pracy do szpitala, w międzyczasie próbując znaleźć serce dla swojej córki. Dziewczynka ma 8 lat i potrzebuje natychmiastowego przeszczepu. Kobieta jest do tego stopnia zdesperowana, że sięga po pomoc handlarza narządów - jednak widząc osobę, która ma oddać jej córce dziecku, rezygnuje. Nie jest jeszcze gotowa na aż taki upadek moralny. Z drugiej strony poznajemy Lee Hee Do, jest kierowcą, ma ogromne długi i matkę, która podczas jednego spotkać zdecydowanie stwierdza, że więcej nie będzie dawać mu pieniędzy. Matka Hee Do niespodziewanie słabnie i lekarze wydają wyrok - śmierć mózgu. O tym dowiaduje się Yeon Hee, która płaci "mężowi" kobiety za jej serce. Na przeszczep jednak nie zgadza się syn Hee Do, który twierdzi że jego matkę da się jeszcze uratować i że widział jak się porusza. Jak wybrną z całej sytuacji bohaterowie? 

Spodziewaliście się przepychanek sądowych, pogadanek szpitalnych, załatwianych nawet jeśli dramatycznie, to nadal z sensem? Nie. Dostaniecie porwania i kompletnie nielogiczne zwroty akcji. Może zamierzeniem producenta było to, by obnażyć wszystkie słabostki ludzi i ich demony. Może celem tego filmu było ukazać do czego zdolne są osoby, które chcą uratować kogoś ze swojej rodziny. Głęboki ukłon, jednak ja niewiele z tego filmu wyniosłam, oprócz nieustannej irytacji na decyzje bohaterów. Idiotyczne decyzje swoją drogą. No bo kto normalny wywozi ze szpitala kobietę w śpiączce podając się za jej krewnego? Który szpital jest tak niekompetentny i na potencjalnego "oszusta" nie czeka stos roboty papierkowej? Jakim cudem można porwać dziecko ze szpitala po prostu je wynosząc? Albo, czy strona papierkowa wszystkich przeszczepów jest rzeczywiście tak uproszczona? Reżyserzy pofantazjowali to widać. Brak realizmu faktycznie kuł w oczy i powodował jedynie zniechęcenie - a myślałam, że sobie w spokoju popłaczę. 

Na początku narzekałam, że akcja jest zbyt statyczna. Jednak jak w połowie filmu dostałam kompletne zwroty akcji, które nie były wytłumaczalne logiką - wolałam wrócić do zawodzącej matki z początku filmu, która siedziała przy córce, niż do takiej która włamuje się do cudzych domów i porywa staruszki w śpiączce. Tak, może brzmi to groteskowo, jednak nie odstaje od faktycznej fabuły filmu. Brakowało mi tutaj też rozwinięcia niektórych wątków. 

Postać Kim Sang Ho była niezmiernie interesująca. Grał lidera grupy, która zajmowała się sprzedażą organów. Szokującą sceną była ta początkowa, kiedy Lider Jo pokazał Yeon Hee, od kogo jej córka dostanie serce. Jak i jedno z tych ujęć, gdzie na placu zabaw, gdzie nieopodal bawiła się jego córka od dokonywał "interesów". To idealnie pokazało bezwzględność ludzi i to, że są p prostu szujami. Zresztą bohaterów złych tutaj co niemiara, a wszytko co najgorsze w ludzkim charakterze jest pod ostrzałem - może tym twórcy chcieli przyciągnąć na ekrany.    Główna para na ekranie się nieustannie miota. Kim YunJin w roli matki, która chce za wszelką cenę uratować swoją córkę, średnio przykuwa uwagę, oprócz idiotycznych decyzji. Nawet jej płacz nie był na tyle przekonujący by zainteresować widza. Jest zawzięta i ze wszystkich sił walczy o przeżycie córki. Park Hae II, po czasie obudził się że jednak nic nie zrobił dla matki i ze wszystkich sił stara się ją utrzymać przy życiu, nie pozwalając na przeszczep. 

Plusem w filmie było to, że tak na dobrą sprawę nie mamy tutaj "tego lepszego". Każdy z bohaterów prezentuje logiczne argumenty, które opowiadają się po ich stronie, jednak z wykonaniem tego jest nieco kiepsko. Matka chce uratować swoja córkę. Syn nie chce dopuścić do śmierci matki. Zamiast jednak fabuły podchodzącej pod sensację, mogli zrobić z tego poważniejszy film. Ten był tak skrajnie nie pasujący do tematyki, że ja jestem zdecydowanie na nie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz