wtorek, 22 kwietnia 2014

Grand Prix [k-movie]




Po seansie tego filmu przychodzi mi na myśl jedna sugestia. Iście amerykańskie kino, z koreańskim elementami, które pojawić się muszą koniec końców. Jednak w ogólnej ocenie film był całkiem dobry, bo pozbawiony - chyba że ich nie zauważyłam - logicznych błędów (jak dla mnie, ponieważ mój facet obstaje przy tym, że koń nie mógł poczuć Tae Hee i spojrzeć w jej stronę, gdyż wiatr wiał w inną stronę - ale że on się lubi czepiać szczególików...). 


Seo Joo Hee jest dżokejką. Dość dobrą, bo plasującą się w czołówce - jej marzeniem jest zdobycie jako pierwsza (?) kobieta Grand Prix. Dochodzi jednak do nieszczęścia, ponieważ jej koń musi zostać uśpiony podczas wypadku w jednym z wyścigów, a sama dziewczyna kończy karierę z urazem ramienia. Przyjeżdża na wyspę Jeju, gdzie spotyka Woo Seok'a. Ten od razu pała do niej uczuciem. Cóż jednak poradzić na to, skoro oboje pochodzą z skłóconych drużyn - a to wszystko dzięki zatargom z przeszłości dziadków. Koniec końców, Joo Hee dzięki pomocy Woo Seok'a powraca do zawodów. Czy uda jej się zwyciężyć? 

Odpowiedź brzmi: Ależ oczywiście, że tak! I chyba nikt nie jest tak głupi by sądzić, że podzieje się inaczej. Ogólnie rzecz biorąc film jest zwyczajny. Standardowa fabuła romansidła - nie licząc koni i tutaj minus ode mnie, ponieważ zwierząt nie lubię - nic przełomowego, co mogłoby mnie zaskoczyć. Oceniłam jednak ten film dość wysoko, bo aż 7/10. Epicko nie było, jednak bardzo przyzwoicie. 

Zacznijmy od tego, że to była dobra obsada. Co prawda w głównej roli męskiej widziałabym kogoś innego, co by partnerował Kim Tae Hee, niż Yang Dong Geun'a. Jednak przy bliższym poznaniu i obserwowaniu jego gry jestem niezmiernie zadowolona (a tą rolę zgarnąłby Lee Jun Ki, jednak wojsko mu przeszkodziło - chyba), ponieważ nie odstawał zbytnio od Tae Hee, która jest przecież uważana za genialną aktorkę. Co jak co, ale ta pani to ról drugoplanowych już nie gra. W ogóle podobała mi się cała relacja głównych bohaterów. I tutaj jest niezmiernym plusem podobieństwo do hollywoodzkich produkcji. Para zachowywała się normalnie, bez słodziachnej sztuczności. Byli swobodni i przyjemnie się oglądało ich wygłupy. Za największego przystojniaka filmu uznaję oczywiście - Song Jae Rim'a (gość grał w MV 2ne1 do Go Away) i nawet pobąkiwałam, że to on może zostanie główną rolą męską. O dziwo i jego gra mi się podobała. Chyba nic jednak nie pobije tej słodkiej dziewczyneczki - dajcie mi dzieciaki do dramy/filmu, a już noty idą do góry - Park Sa Rang, chociaż tutaj trochę skrzywdzili dziecko, farbując jej włosy (chyba, że to naturalny kolor). 

Noty dla tej produkcji poszły również w górę dzięki widokom! Co jak co, ale z montażem się postarali i wybrali naprawdę świetne i piękne krajobrazy. Film od razu zyskał na wartości. 

Oczywiście polecam seans. Jak wspominałam - film nie jest wybitnie dobry, jednak broni się oprawą wizualną, dobrą obsadą. Jednak szybko można o nim zapomnieć. Jest jednak przyjemny i prosty w przesłaniu. 

1 komentarz:

  1. Uwielbiam konie, sama uprawiam jeździectwo i ten film jest stanowczo dla mnie! Dziękuję, że go dodałaś, bo nie wiedziałabym, że taki istnieje ^.^

    OdpowiedzUsuń