wtorek, 29 kwietnia 2014

Architecture 101 [k-movie]



Stara, pierwsza miłość nie rdzewieje, nie znaczy to jednak, że można do takowej powrócić. Że można cofnąć czas i rzucić wszystko dla tej pierwszej. Czasami jest na to za późno. Co ten film świetnie pokazuje. Bardzo przyjemny, klimatyczny seans. 

 
Architekt po 30 - Seung Min oddaje się swojej pracy całkowicie. Planuje również ślub. Pewnego razu do jego biura przychodzi kobieta, która jest jego pierwszą miłością - Seo Yeon - i zatrudnia mężczyznę do wybudowania jej domu. Ten się zgadza i wydaje się, jakoby ich relacja miała się odnowić. Czy rzeczywiście tak będzie. 

To był naprawdę dobry seans. Mamy tutaj pokazaną przeplatankę teraźniejszości i przeszłości, co wyszło naprawdę zgrabnie i całość była niezmiernie wyważona. Warto dodać, że film był hitem w kinach i zgarnął całkiem niezłą pulę nagród. Warto zastanowić się dlaczego. Produkcja była tak na dobrą sprawę bardzo spokojna. Nie było rwania włosów na głowie, dramatycznego rozstania kochanków, wielkich kłótni, wzruszeń. To mieszanka lekkiego melodramatu, komedii i romansu. Niezmiernym plusem na pewno było to, że film był realistyczny. Nie było tutaj jakiś wielkich zwrotów akcji, które byłyby nielogiczne, czy chwytały za serce, a jednak produkcja była dla mnie bardzo dobrą. Oglądało mi się ją bez żalu, znudzenia. Było przyjemnie, można nawet powiedzieć, że pouczająco - szczególnie zakończenie filmu. Do kin ściągnęły tłumy pewnie także dla obsady. 

Czwórka głównych aktorów - w tym Suzy z MissA. Nie powiem, że spodziewałam się nieco słabszej techniki po tej dziewczynie, w końcu jest idolką, prawda? Ogólnie jednak film był dobry pod względem gry aktorskiej. Teraźniejszość reprezentowali Han Ga In i Uhm Tae Woong. Oboje są dobrymi aktorami, do których w sumie nie mam zastrzeżeń. W tym filmie świetnie się dopełniali i świetnie do siebie pasowali, widać było tą chemię i porozumienie. Przeszłość została odegrana przez Suzy i Lee Je Hoona, którzy byli równie uroczy. Suzy w roli lekko apodyktycznej i lubiącej rządzić. Z drugiej strony Je Hoon grający fajtłapę i nieśmiałego, niezdecydowanego chłopaczka. Był jednak jeden element, który niezmiernie mi się podobał. Wszyscy aktorzy genialnie się dopełniali. Tae Woong był naprawdę dojrzalszą wersją Je Hoona. A Ga In rzeczywiście przypominała w grze Suzy. Gra aktorska wobec tego świetnie dopracowana. 

Oprócz jednak talentów aktorskich - które naprawdę mnie urzekły - równie genialne były widoki. Co jak co, ale krajobrazy pokazane były świetnie i dodawały charakteru całemu filmowi. Tak samo powroty do przeszłości i charakterystyczne przedmioty towarzyszące okresowi lat 90. Polecam ten film jak najbardziej. Ekipa podeszła do niego z dystansem, dlatego mamy naprawdę realistyczny film, a nie rzewną historyjkę o miłości, która nie miałaby miejsca bytu w prawdziwym świecie. Produkcja nie jest epicka czy wybitna, nie mniej jednak zakończyłam seans z przyjemnością. Polecam każdemu. Oglądałam bodajże z forum lizards@DEEP. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz