niedziela, 2 marca 2014

You Came from the Stars [k-drama]



Z przyjemnością obejrzałam dramę, która weszła zaraz po Heirs, którzy swoją drogą byli beznadziejni, a  jednak zebrali spore poparcie w oglądalności. Kosmit był nastawiony na sukces. Począwszy od głównej pary, po drugoplanowych aktorów. Ja oceniam produkcję bardzo dobrze i mimo paru niedociągnięć, historia niesamowicie mi się spodobała. 


W jednym z rozdziałów Roczników Dynastii Joseon pojawia się tajemnicza wzmianka o obiektach poza ziemskich. W jesień roku 1609 na niebie w Gangwondo Gansung, Wonju, Chuncheon, Yangyang, oraz Gangreung pojawił się niezidentyfikowany i nieznany ludziom obiekt. Według świadków przypominał on nieco tykwę pospolitą. Pojawił się znikąd niosąc ze sobą mgłę, silne wiatry i pioruny. Co jeśli w erze Joseon na Półwyspie Koreańskim wylądował niezidentyfikowany obiekt? Co jeśli leciała nim istota pozaziemska, która żyje na Ziemi od 400 lat? Co jeśli istota ta nadal wygląda tak samo i mieszka teraz w Seulu? Drama opowiada historię Do Min Joona, kosmity, który trafił tutaj 400 lat temu. Cały ten czas żyjąc w samotności na obcej planecie uczył się żyć jak człowiek. Jego powrót jest niemożliwy, ponieważ statek którym tu przyleciał został zniszczony. Jego ciało różni się od znanego nam ludzkiego. Główny bohater posiada wiele mocy o których zwykły człowiek może tylko pomarzyć, oprócz tego nie starzeje się i gardzi ludźmi. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia dzięki swoim mocom ratuje przed śmiercią młodą dziewczynę. Co się stanie, gdy spotka ją kilkanaście lat później, a ona okaże się znaną i popularną na całym świecie aktorką... oraz jego sąsiadką? <źródło>

Zacznijmy od fabuły. Trochę kiczowata. Chociaż z drugiej strony, kto by pogardził miłością jakiegoś aliena, który dodatkowo wygląda jak młody bóg? To typowa komedia romantyczna, gdzie dodatkowym atutem jest to, że główny bohater stroni od towarzystwa innych ludzi, a po wymienieniu z nimi śliny robi się chory.
Zaskakującym było wprowadzenie wątku kryminalnego, a do tego kilku zabójstw do tak lekkiej fabuły. Liczyłam jednak na większe powiązanie miłostki z intrygą właśnie. Oba wątki jak na początku splecione ze sobą, po pewnym czasie odbijają od siebie i biegną oddzielnym torem. Chociaż może to lepiej? Bo autorzy skupili się na rozwijaniu relacji głównych bohaterów i nie rozpraszali się dodatkowym mieszaniem. Kilka momentów było absurdalnych, czy to całkowicie dziecinne zachowanie Cheon  Song Yi, czy to że jej matka miała nad nią całkowitą kontrolę do tego stopnia, że podpisywała za nią kontrakty, a w końcu to dorosła kobieta była, prawda? Jestem nieco niepocieszona zakończeniem, które nie jest ani pozytywne, ani całkowicie negatywne. Reżyserka poszła tutaj na łatwiznę i nawet jeśli mamy całe wyjaśnienie historii, to brakuje kilku kluczowych elementów w układance. A może to tylko ja się czepiam? Równie ciekawe były retrospekcje, które wyjaśniały chociaż w minimalnym stopniu zachowania Do Min Joon'a i jego sposób wypowiedzi, jak i były taką małą odskocznią od zwykłego romansidła.

Aktorstwo. Tutaj nie mam chyba nic do zarzucenia. Dramę oglądałam jednym tchem, czekając z utęsknieniem na kolejny odcinek, łaknąc więcej scen. Główna para - Kim Soo Hyun i Jeon Ji Hyun odwalili naprawdę kawał dobrej roobty. Ich relacja była nad wyraz przekonująca. Oboje zresztą są poważanymi gwiazdami, które tutaj mogły pokazać swój talent aktorski, mimo że to tylko romasidło. kim Soo Hyun, grający Do Min Joona, pokazał swoją statyczną i poważną stronę. Grał w końcu osobę, która ma dobre 400 lat. Wyszło mu to świetnie, tym bardziej że odnajdywał się w każdej sytuacji będąc poważnym i opanowanym, mówiąc niskim, przestarzałym tonem. Jun Ji Hyun, grająca aktorkę, która jest dziecinna i momentami absurdalna, pokazała całkowite przeciwieństwo swojego wybranka. Jej reakcje i dialogi były komiczne, zabawne. Stworzyła postać trochę naiwną, jednak pewną siebie i swoich możliwości. Chyba również pierwszy raz widziałam takie zgranie i naturalność w mówieniu "kocham". No cóż, para idealnie do siebie pasowała, czy to razem płakali, czy się śmiali czy kłócili. Postacie drugoplanowe również świetnie sobie poradziły. Na moje szczególne uznanie zasługuje Ahn Jae Hyeon, który grał Yoon Jae'a, brata Song Yi. Chłopak naprawdę dobrze sobie poradził w tej roli. 

Kwestia techniczna. Początkowy odcinek nie spowodował, że zapałałam do dramy jakąś wielką miłością.
UFO było dość kiepskie, latanie głównego bohatera rozśmieszało. Jednak to była chyba kwestia przyzwyczajenia z mojej strony, albo po prostu startu ze strony reżysera. Kolejne odcinki już tak nie raziły w oczy, a ponad naturalne moce stawały się coraz lepsze. I nikt mi nie zaprzeczy, że scena z autem nie została zrobiona genialnie!

Również muzyka do tej dramy została zrobiona pierwszorzędnie. Utwory wykonywane przez gwiazdy (Hyorin, Lyn) znajdowały swoje ujście w czołówkach list muzycznych.

Podsumowując. Poziom rozrywki był naprawdę dobry. Ze zwykłego romansidła zrobiono hit wrzucając element kosmity. Na pewno piękna obsada sprawiła, że drama cieszyła się uznaniem. Bo nie oszukujmy się, aktorzy byli naprawdę ładni i świetnie się na nich patrzyło, nawet jeśli trochę odstawali talentem. Jednak to tylko romans, a z tego gatunku można wycisnąć wiele, angażując odpowiednie osoby i nakręcając reklamę. Ja się nie nudziłam, na każdy odcinek wręcz czatowałam aż dodadzą mi napisy. W porównaniu do poprzednich Hajersów o wiele lepiej patrzyłam na relacje jakie budowała główna para. Zdecydowanie polecam, chociażby po to by popaczyć na Kim Soo Hyuna i zabawną Jeon Ji Hyun. Mimo wątku kryminalnego, to nadal jest bardzo przyjemna komedia romantyczna. 


2 komentarze:

  1. Zachęciłaś mnie do oglądnięcia tej dramy C: Lubię takie klimaty, mam nadzieję, że się nie zawiodę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. z większością twoich opinii co do dram się zgadzam. Tu jednak mam wątpliwości. Powyższy tytuł był dziwny i nie chodzi tu o kosmitów. Po kilku pierwszych odcinkach - nie powiem byłam ciekawa co dalej. Jednakże, tylko dlatego, że przewijałam większość scen dotrwałam do końca.. Jak na dramę nie do końca komediową za dużo męczącej naiwności. Główna bohaterka też momentami mnie irytowała - ten wyraz twarzy gdy człowiek patrzy z podniesioną brodą ku zachodzącemu słońcu (co niestety jest wadą wielu produkcji). Kosmita miał więcej naturalności w sobie. Tak więc drama mi się nie podobała.

    OdpowiedzUsuń