poniedziałek, 24 marca 2014

Secret Reunion [k-movie]



Koreańczycy tworzą naprawdę dobre sensacje. Możemy oczywiście trafić na coś kompletnie kiczowatego, głupiego, z typowo amerykańskim scenariuszem, jednak nie można odmówić Korei tego, że mi się podobają sensacje w wykonaniu koreańskich aktorów. Tym bardziej, kiedy mogę patrzeć na ekranie na niezwykle seksownego Kang Dong Won'a i równie popularnego Song Kang Ho. Produkcja od początku do końca komercyjna i znajduje się na 35 miejscu najlepiej sprzedających się filmów koreańskich. Cóż się jednak dziwić? Plejada gwiazd, świetny montaż, dobra fabuła.


Song Ji Won jest północnokoreańskim szpiegiem. Zostaje zwerbowany przez Cień - innego podstarzałego szpiega, wyższego rangą. Cień przeprowadza małą masakrę, przy czym oskarża Song Ji Wona o zdradę. Po przeciwnej stronie stoi Lee Han Kyu, agent NIS, który traci wielu swoich przyjaciół-agentów, jak i ginie wielu niewinnych obywateli. Han Kyu traci pracę, a Ji Won ucieka, jak i po Cieniu nie zostaje żaden ślad. Ponownie spotykanie Ji Won'a i Han Kyu następuje 6 lat później. były agent prowadzi własny interes, a Ji Won pracuje na budowie. Jeden i drugi zdaje sobie sprawę kim jest jego przeciwnik, nie dają jednak tego po sobie poznać. Zaczynają pracować razem, nawet mieszkać. Ji Won ma zamiar infiltrować Han Kyu, nie wiedząc jednak że ten już nie jest związany z agencją. Natomiast Han Kyu chce złapać Cień i zgarnąć nagrodę. Tyle z fabuły. 


Charaktery głównych bohaterów niezmiernie mi się podobały. Były dopracowane, zmienne. Na pewno to zasługa aktorów, którzy po prostu są świetni. Ji Won okazuje się w ogólnym rozrachunku tym lepszym. To on mimo tego, że jest z północy upomina co rusz Han Kyu, nawołując do zasad humanitaryzmu, podczas kiedy były agent liczy jedynie pieniądze. Próbują przyjaźni mieszkając ze sobą, co jednak nie usypia ich czujności. Nadal są nieufni wobec siebie i nieustannie grają kogoś innego. 

Liczyłam na sensację, dostałam jej mały ułamek plus komedię zabarwioną dramatem. Zarówno początek, jak i końcowa, dynamiczna scena, były momentami, które chyba najbardziej mi się podobały. Było brutalnie, krwisto i dodano tutaj nieco scen walki, które jednak nie były zbytnio przerysowane. Przyjemnie się na to patrzyło mimo okrucieństwa i bezwzględności. Zostałam nawet zaskoczona w ostatnich scenach. Sama końcówka, zaraz po zakończeniu historii, nieco naciągana mimo wszystko i to było zakończenie idealne dla amerykańskich filmów. Żyli długo i szczęśliwie. Tak można podsumować cały film. Środkowa jego część to nic innego jak świetna gra aktorska i poznawanie się bohaterów, poprzez zabawne lub nieco mniej sytuacje. 

Plusem jest muzyka. Oszczędność w efektach dźwiękowych. Realne sceny walki i zabójstw. Nie łapiemy się na tym, że mamy ochotę dodać znużonym głosem "teraz niech jeszcze zacznie latać". Akcja jest wyważona. Podsumowując. Film polecam oczywiście każdemu. Nie zapewni nam nudy, ponieważ akcja biegnie wartko. No i takie gwiazdy. Produkcja musiała odnieść sukces. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz