wtorek, 25 marca 2014

Postman to Heaven [k-movie]



Produkcja SBS i TV Asahi. Jeden z 7 partów-filmów, które ukazały się i w kinie, jak i telewizji japońskiej i koreańskiej. Już po tym można stwierdzić, że kino wysokich lotów to nie jest. Nie mniej jednak produkcję oglądało mi się niezwykle przyjemnie. Oczywiście pozmieniałabym co nieco, jednak nadal jest na plus.

Pośród pola znajduje się czerwona skrzynka na listy. Nie jest ona zwyczajna, gdyż ludzie mogą wrzucać tam listy,które potem trafiają do nieba. Robi tak między innymi Ha Na, która jest rozżalona po śmierci swojego byłego chłopaka. Spotyka Jae Joon'a, który twierdzi że jest posłańcem i to on dostarcza listy do nieba. Dodatkowo stwierdza, że list Ha Ny jest nieodpowiedni. Proponuje jej pracę i razem cenzurują listy, jak i pomagają ludziom uporać się ze stratą bliskiej osoby. W krótkim czasie - bo w zaledwie dwa tygodnie - nawiązuje się między nimi nic uczucia. Czy związek ducha z człowiekiem będzie możliwy? Tym bardziej, kiedy Jae Joon twierdzi, że w razie nieudanej misji po prostu zniknie? 

Ten film byłby genialną produkcją. Czuję cholernie niewykorzystany potencjał. I nawet jeśli się nie nudziłam, a momentami czułam wszystkie emocje tak jak powinno być... nadal czuję niedosyt. 



Co z tego, że fabuła była dobra, kiedy samo wykonanie już mniej. To naprawdę piękna historia, tylko źle nakręcona. Może zacznijmy od plusów. Na pewno oprawa wizualna. Piękne obrazy. Żywo, kolorowo, wiosennie. Dobra muzyka, która nie kłóciła się z tym sielankowym obrazem. Film nie nużył, miło się go oglądało. 

Główna para aktorów. Albo "aktorów". No nie oszukujmy się. Kim Jae Joong nie jest żadnym aktorem i nim nie będzie. Tak źle mi się na niego patrzyło. Tak wielkie nieporozumienie co do jego głównej roli. Mam wrażenie, że zatrudnili go jedynie dla wyglądu. Ciągle ten sam wyraz twarzy, apatyczny głos. Han Hyo Joo również kiepsko sobie poradziła. Jednak to w sumie były jej początki i patrząc na jej obecne produkcje, to poczyniła duży progres. Co do głównej pary, to nie było chemii. Jedno grało dla siebie. Drugie dla siebie. Jednak porównując Jae Joong'a a Hyo Joo, to oczywiście ona poradziła sobie lepiej. Nie dopełniali się zupełnie. Chociaż z drugiej strony, scena pocałunku czy końcowy tulas nawet mnie urzekł. 

Strasznie nie podobało mi się to, że w scenach statycznych tak bardzo "skakała" kamera. Nie mogłam skupić się na grze aktorskiej ani dialogach, tylko próbowałam uspokoić wzrok. Również zakończenie było średniej jakości. To mógłby być dobry film, który mógłby wyjaśniać granicę między zaświatami a światem żywych. Przeskoczono jednak kilka ważnych scen i skupiono się jedynie na romansie głównej pary. 

Podsumowując. Kto lubi Jae Joong'a pewnie film mu się spodoba i nie będzie zważał na fatalną grę. Nie mogę odmówić, że film jest niezwykle przyjemny i nawet uroniłam łezkę, kiedy para staruszków spotkała się ponownie. Ładnie nakręcony i to zasługa pięknych krajobrazów. Tylko jak pisałam wcześniej... czegoś mi brakowało. Może gdyby bardziej utalentowana dwójka aktorska? Może. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz