wtorek, 11 marca 2014

Playful Kiss - [k-drama]



Tą produkcję można streścić w kilku słowach: łaziła za nim łaziła i wyłaziła. Doczekała się aż kilku całusów, ślubu, nawet okropnie żenującej nocy poślubnej. Drama irytowała mnie niemiłosiernie i po raz kolejny stwierdzam, że mangi nie są dobrym materiałem na robienie dram. A na pewno tych koreańskich odpowiedników. Była wersja japońska, tajwańska i na koniec masakryczna koreańska, co widać w oglądalności - 9% nie doczekało żadnego odcinka.

Oh Ha Ni to niezdarna uczennica, która zakochuje się w perfekcjoniście, Baek Seung Jo. Jednak chłopak jest wobec niej obojętny i odrzuca jej uczucie. Kiedy dom Ha Ni zawala się, dziewczyna razem z ojcem wprowadza się do mieszkania dawnego przyjaciela jej rodzica. Okazuje się, że Sung Jo jest synem tego przyjaciela, co stwarza nowe okazje dla zakochanej Ha Ni. Czy uda jej się rozbudzić w nim jakiekolwiek uczucia?  http://www.dramawiki.pl/index.php?title=Naughty_Kiss 

O głównych bohaterach mogę powiedzieć tyle. Ona go chce, chce, chce. On z tą samą częstotliwością mówi "nie". Oh Ha Ni jest cholernie irytującą bohaterką. Nie potrafi myśleć samodzielnie, a za swój cel życiowy stawia wręcz nękanie geniusza Seung Jo, który zwyczajnie zlewa na nią. Ona tym się nie przejmuje i dalej próbuje zarzucić sidła na ukochanego. Seung Jo jest natomiast cholernym dupkiem, który uważa się za jestestwo i środek świata. Sam nie może się zdecydować czego tak naprawdę chce. A jak już w końcu uświadamia sobie, że lubi Ha Ni, to nadal jest skurwielem dla niej. Ta drama nie ma jako takiej fabuły, to po prostu zlepek różnych sytuacji, który ostatecznie prowadzi do happy endu głównej pary. Rzeczą szczególną, która mnie irytowała to wstawki snu i marzeń, których doświadczała główna bohaterka. Pierwszy odcinek spowodował, że miałam duże opory nad zaczęciem kolejnego - jednorożce? Serio?
Następnie akcja przechodziła gładko, gdzie ukazane były perypetie najpierw licealistów (tu również miałam momenty wątpienia - sytuacje były debilne), a potem studentów. Niektóre momenty dramy były całkowite oderwane od rzeczywistości i realiów - ślub przygotowany w tydzień, po zaledwie kilku dniach od wyznania sobie uczuć. Trzeba się jednak zgodzić, że to drama młodzieżowa - a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że dla góra czternastolatek - i wszelkie dziwne sytuacje możemy wybaczyć, bo wydaje mi się, że starsi oglądacze szukają jednak czegoś więcej. Coś jednak sprawiło, że właśnie TA drama wyróżniła się na tle innych. Jung Hye Young, która grała matkę Seung Jo zagrała chyba najlepszą mamuśkę stulecia. Mało kiedy spotykamy się z sytuacją, kiedy rodzice akceptują związek dzieciaków - scenarzyści wręcz lubią dramat, kiedy starszyzna mówi nie. Szalona, wścibska, zachowująca się jak dziecko. nie ukrywam, że niezmiernie polubiłam tą postać. Lee Tae Sung, grający Bong Joon Goo, był równie irytujący jak Jung So Min. Najpierw nie mogłam przekonać się do jego głupkowatego stylu bycia jako nastolatek, potem już jedynie do jego głosu (no nie pasuje mi jego barwa). Jego wątek i osobowość była chyba jednak najbardziej rozwinięta i ciekawa. Bo w końcu zmienia się z debilnego lekkoducha, w faceta który przychyliłby nieba swojej wybrance - no cóż, ta trzyma się nadal innego - pracującego i zapewniającego sobie przyszłość. Również Lee Si Young miała bardzo ciekawą postać, bo nie miała zwyczajnej złej roli. Grana przez nią Yoon He Ra, lubiła Seung Jo,jednak oprócz złośliwości w kierunku Oh Ha Ni, nie podkładała jej na każdym kroku kłód pod nogi. I znowu wychodzi, że główna para, czyli Jung So Min i Kim Hyun Joong najmniej mi się podobali - a przynajmniej zauważam taką tendencję w dramach stricte dla nastolatków.  
No co tu dużo mówić. Jung So Min grała zbyt przesadnie. Denerwowały je mniej reakcje, to co mówiła i jak to mówiła. Kim Hyun Joong nie był lepszy, bo również nie potrafił w odpowiedni sposób wyrazić swoich emocji. Cała drama wyglądała jak średniej jakości sitcom, gdzie brak chemii i talentu aktorskiego aż za bardzo raził. Widać to po oglądalności. Niesamowicie kiepska. Do tego stopnia, że z 20 odcinków zrobiono ostatecznie 16. I nie mam pojęcia dlaczego dorobiono jeszcze 7 po 10 minut, które były dostępne jedynie na You Tube. Ja obejrzałam jeden i podziękuję. Szesnaście podstawy w zupełności mi wystarczyło. 

Podsumowując dramę. To nie tak, że jej nie polecam. Tylko są o niebo ambitniejsze pozycje, z normalną fabułą i pasującymi do siebie wydarzeniami. Tutaj mamy okrojony światek, w którym żyje główna para i się kocha, gdzie wszystko jest możliwe i dzieje się ot tak - pstryknięcie palca i gotowe! Mało odzwierciedla rzeczywistość. Do tego nie powala dialogami, kiedy główna bohaterka gra przez całe szesnaście odcinków sierotę, która nie potrafi się odgryźć. No i kiepska gra aktorska, bardzo kiepska. Nie oczekiwałam jednak wiele, jak i szukałam czegoś co mnie odmóżdży. Udało się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz