wtorek, 18 marca 2014

Penny Pinchers [k-movie]



Chyba nie muszę ukrywać, że jedynym powodem dla którego sięgnęłam po ten film był Song Joong Ki. Ten facet mnie zadziwia. Prawie trzydziecha, która wygląda młodziej niż nasi polscy dwudziestolatkowie. Normalnym byłoby, że z taką buźką to będzie grał piękne postaci,  idealnym charakterem. Nic tylko role tego drugiego, który jest i usycha z tęsknoty za laską, która go nie chce. A on co? Wybiera produkcje, które zupełnie nie odzwierciedlają jego słodkiego pyszczka. W Sungkyunkwan Scandal swoją rolą zakrawał momentami o geja. A z Yoo In Ah stworzyli najlepszą parę i postacie, które znacznie przyćmiły główne role. W Nice Guy znowu był tym złym skurwielem. W Werewolf Boy'u wykreował epicką postać. W Penny Pinchers... gra frajera.

Hong Sil jest strasznie skąpą babą, która odkłada każdy grosz. Momentami bawi się nawet w śmieciarza, przeszukując stare domy i szukając jakiegokolwiek zarobku. Popada w aż taką skrajność, że nie spotyka się z przyjaciółmi, ani nie umawia na randki, bo nie chce wydawać pieniędzy. Jej totalnym przeciwieństwem jest Ji Woong, sąsiad, który spóźnia się z czynszem, nigdy nie ma pieniędzy, pracy nie szuka. Jego hobby jest pomykanie na skuterku Audi i wyrywaniu na niego lasek. Chociaż tutaj to bym bardziej wygląd brała pod uwagę. Dom, w którym mieszkają za kilka miesięcy ma zostać wyburzony czy jakoś tam, dlatego spółdzielnia wypłaca rekompensaty mieszkańcom. Hong Sil wpada na pomysł wpisania jakoby Ji Woonga do swojej rodziny, by zgarnąć jeszcze większą odprawę. Płaci za niego wszystkie zobowiązania czynszowe i w geście wielkoduszności pozwala na mieszkanie w namiocie na jej posesji. Zadaniem chłopaka jest słuchać Hong Sil. I tak zaczyna się przygoda. Ji Woong uczy się zarabiać na wszystkim i do tego nie wydawać. 


Cała akcja krąży wokół pieniądza. Nawet wątek romantyczny, który w sumie był słabo rozwinięty, a para główna traktowała się bardziej jak para kumpli niż zakochanych, został przyćmiony przez pieniądze.

Film to komedia romantyczna. Chociaż ja dałabym 40% dramatu, 40% komedii i 20% czegoś  co podchodziło pod romansidło. W przeciwieństwie do Chilling Romance, które oglądałam ostatnio, tutaj same sytuacje sprawiały, że produkcja była śmieszna. W Chilling to miny Lee Min Kiego i jego reakcje powodowały wybuchy śmiechu. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Song Joong Ki podobał mi się w tej roli. Brakowało mi tutaj tylko bardziej rozbudowanego wątku miłosnego. No niby mieszkają obok siebie, no niby spędzają razem czas i pomagają sobie. Może jednak takie było zamierzenie, że pocałunek odbył się w końcowej scenie? W końcu Song grał śmieszka i luzaka, który nie
przejmuje się dniem jutrzejszym. Więc po co mu miłość? I tak jak wspominałam, Han Ye Seul i Song Joong Ki, grali jak kumple względem siebie, nie potencjalna para. Mimo zabawnych momentów, dało się jednak zauważyć sporo ironii zawartej w produkcji. Takiej życiowej ironii i kpienia z tego wszystkiego co pokazywane jest w katalogach. Główni bohaterowie ledwo wiążą koniec z końcem, mieszkając bądź co bądź w kiepskich warunkach, a ich całe życie kręci się dookoła pieniędzy, których tak naprawdę nie mają. 


Podsumowując. Film na pewno polecam, chociażby dla samego Song Joong Ki'ego. Nie mniej jednak fabuła również jest dość wyważona, jednak to nie będzie produkcja, którą bym zaliczyła do genialnych komedii romantycznych. Film raczej lawiruje gdzieś na krawędzi tego gatunku, wplatając zaledwie dwie, trzy sceny, które naprawdę pasują do modelowego romansidła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz