niedziela, 23 marca 2014

No Regret [k-movie]



Spotkałam się z wieloma opiniami co do tego filmu. W większości były one nieprzychylne. Faktem natomiast jest, że reżyser zapowiadał, że produkcja ta wstrząśnie Koreańczykami. Czy faktycznie tak było? Film traktuje o męskiej miłości, a wiadomo że zastana, konserwatywna Korea nie jest przychylna takim związkom. Film mi się podobał. Jednak nie byłam zszokowana samym faktem homoseksualizmu, a wątkami pobocznymi, które były chyba zbyt drastyczne momentami.

Lee Soo Min wychował się w sierocińcu. Przyjeżdża do Seulu, w nadziei że uda mu się odłożyć na studia. Koniec końców ląduje jako męska dziwka w jednym z lokali "karaoke". Song Jae Min jest synem prezesa jakiejś tam firmy. Obaj mężczyźni spotykają się i Jae Min zakochuje się w Soo Minie. No i zaczyna za nim latać. Ten go nie chce. Ostatecznie lądują w łóżku, a między nimi nawiązuje się nic uczucia. Wszystko pięknie, ładnie, jednak okazuje się, że Jae Min jest prawie że żonaty. I co teraz? Czy płomienne uczucie ma szansę przetrwania? 


No dobrze, do rzeczy. Kurcze, tak na dobrą sprawę to nie wiem jak ocenić ten film. Zawsze jestem pełna podziwu dla aktorów, którzy wcielają się w role gejów. No bo to znacznie trudniejsze całować i kochać się z facetem, niż z laską. Więc nic dziwnego, że aktorzy byli nieco sztywni. Jednak w ogólnym rozrachunku wyszło im to nieźle. Gra Kim Nam Gil'a (Jae Min) podobała mi się najmniej, bo jakoś nie umiał panować nad swoimi reakcjami. Natomiast Lee Young
Hoon był wtedy całkowitym nowicjuszem, więc zrozumiałym jest, że nie grał idealnie. Tutaj to jednak on grał pierwsze skrzypce, wychodząc obronną ręką ze swojej pierwszej kinowej produkcji - to sobie chłopak wybrał rolę na debiut. Nawet sceny seksu były nagrane w miarę realnie - chyba, bo co ja tam wiem o seksie facetów? :) Role drugoplanowe w ogóle nie zapadły mi w pamięci. Nie mam czego wspominać. 


Fabuła. Głównym motywem miał być homoseksualizm. Chyba był. Ja bardziej szokowałam się śmiercią jednego z bohaterów drugoplanowych, albo sceną kończącą film. Ogólnie w większości filmów o gejach jestem niezadowolona, bo wszystko zawsze kręci się wobec wielkiego dramatu,
przeciwności, smutku i zakazanej miłości. No dobrze, to jest jak najbardziej zrozumiałe. Jednak dlaczego wszyscy myślą, że z gejów należy robić takie ofiary losu? Oglądałam ostatnio jakiś film gejowski - co prawda amerykański - i mimo wielu niedociągnięć, dostałam bardzo przyjemną komedię romantyczną. Nie mniej jednak relacja ukazana między główną parą była ciekawa, chociażby fabularnie, gdyż aktorstwo na takim poziomie jakbym sobie życzyła, nie spełniło moich wyobrażeń. 

Sceny seksu. To wielu pewnie tylko dla nich sięgnęło po ten film. Erotyzm między facetami to dość częsty zabieg, chociażby w filmach historycznych. Wtedy kręcący prześcigają się, żeby było jeszcze bardziej pikantnie. Tutaj seks był dopełnieniem filmu. Zaserwowany w odpowiedniej dawce nie odrzucał, ani nie był zbytnio przerysowany. Bo nie oszukujmy się, seks nie jest ładnym obrazkiem. Tak może być zrobiony w filmach, jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Tutaj to był po prostu seks, nie artystyczna wizja, seks, nawet jeśli z jakąś dawką uczuć. 

Jestem nieco rozczarowana muzyką. Jakiś utwór pojawiał się w kilku scenach zaledwie, jednak nie był on aż tak znaczący. Ten film wydaje się nie mieć ścieżki dźwiękowej. Brakowało mi tego. Nuty, która trzymałaby w napięciu. 

No i na koniec cały montaż filmu. Byłam nieco znużona całą ciemnością, którą mi zaserwowano. Takim małym niedopracowaniem, chociaż przechodzące między sobą sceny wyglądają dobrze. Potem spojrzałam na dane dotyczące budżetu. I mając do dyspozycji kwotę zaledwie 100.000$ jest zdziwiona, że film został zmontowany tak dobrze. Widać co prawda nisko-budżetówkę, jednak nie jest to aż tak rażące. Z tego co czytałam film jest wyłącznie dziełem artystycznym i nie liczono na zysk. Do tego stopnia, że ekipa i aktorzy pracowali za darmo, dokładając co nieco ze swoich kieszeni. Dodatkowo problemem było znalezienie klubu gejowskiego, gdzie ostatecznie nakręcono te sceny w klubie dla pań. 

Biorąc pod uwagę tyle przeciwności losu i mały nakład pieniężny, film oceniam bardzo dobrze pod względem montażu, gry, scenografii. Nie mogę jednak powiedzieć, że film mi się podobał. To jeden z tych, gdzie właściwie nie wiem czy jestem w tej grupie zwolenników czy przeciwników. Wszystko ładnie, pięknie... tylko sama historia była słodko-gorzką z otwartym zakończeniem. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz