piątek, 21 lutego 2014

Werewolf Boy [k-movie]



W sumie to zdziwiłam się, że jeszcze nie napisałam co nieco o tym filmie. Zdążyłam go obejrzeć od czasu premiery kilka razy. A to najpierw po angielsku, potem jak dorwałam napisy polskie to najpierw sama, potem z siostrą, z chłopakiem, z koleżanką i potem jeszcze raz, by sobie popłakać. Jak i "recenzja" tego filmu (bo nie oszukujmy się, profesjonalnym krytykiem nie jestem, a jedynie piszę co mi się podobało, a co nie), jest po to by się pozachwycać jednym z moich ulubionych aktorów. 
 
Soon Yi jest chorowitą dziewczyną, dlatego jej rodzina przeprowadza się na wieś. Ma cichego wielbiciela Ji-Tae, który jest typowym lovelasem ze skłonnościami do agresji. Dom, w którym mieszka dziewczyna z matką i rodzeństwem, był zamieszkany wcześniej przez naukowca, który eksperymentował. I tutaj pojawia się Chul Soo. Chłopak, który wydaje się zapomniał o ludzkich odruchach. Początkowa niechęć Soon Yi rodzi się w ciekawość i chęć oswojenia chłopaka. Cóż z tego wyniknie? 

Wbrew pozorom, to nie jest kolejna opowiastka o wielkiej miłości wampajrów czy wilkołaków. Film nie został stworzony na modłę amerykańską, gdzie dziwy, przypominające ludzi chodzą jak na wybiegu. I chwała Koreańczykom za to, bo mimo mojego uwielbienia do Sagi Zmierzch, nie wiem czy dałabym radę zobaczyć coś podobnego w wersji koreańskiej. 

Film traktuje o wielkiej przyjaźni, o przywiązaniu człowieka do zwierzęcia. Nie mamy tutaj typowej historii miłosnej, którą kończy "i żyli długo i szczęśliwie". Soon Yi na zawsze zostaje człowiekiem, opowiada całą historię jako staruszka. Chul Soo pozostaje taki sam, piękny i młody, tylko że "oswojony". Historia mówi o tym, że potworem może zostać zwykły człowiek, który potrafi być bardziej bezlitosny. Masa pozytywnych scen, masa scen, które doprowadzą do łez. Ja, po swoim pierwszym seansie tego filmu, płakałam od większej połowy, do samego końca, a następnie przez kolejną godzinę nie mogłam odkleić się od chusteczek. 

Gra aktorów fenomenalna. Park Bo Young (Soon Yi), która mnie zauroczyła. 
Sama jej postać była dobrze  zbudowana. Dziewczyna zamknięta w sobie, która otwiera się na świat dzięki Chul Soo i nie widzi jedynie czubka własnego nosa. Yoo Yeon Seok grający tego złego, nie przypadł mi do gustu. I to nie dlatego, że źle grał, skąd. Po prostu grał skurwiela jakiego mało, to dlatego. Nieco drażniły mnie role rodziców, czy to matki Soon Yi (Jang Yeong Nam) czy sąsiadów. Bardzo przerysowane reakcje, które graniczyły wręcz z kiczowatością. I na sam koniec - bo moja wisienka na torcie - Song Joong Ki. Wymagało od niego pewnie wiele prób, by do takiego stopnia wyćwiczyć zwierzęce, instynktowne ruchy. Doskonale pokazuje, że nie trzeba się odzywać, by zagrać świetną rolę. A to własnie robi, milczy niemal cały film. 

Podsumowując produkcję reżyserem i scenarzystą był Jo Sung Hee i Werewolf Boy okazał się jego komercyjnym sukcesem. Ogromna ilość sprzedanych biletów i miano najlepszego koreańskiego melodramatu "of all time". Film doczekał się również premiery zagranicą. Mimo, że Koreańczycy pokochali ten film, nie przyniósł on zbyt wielu plonów jeśli chodzi o nagrody. Co jednak nie zmienia faktu, że to był dobry film dla Song Joong Ki'ego, który zagrał naprawdę dużą, dochodową rolę w roku 2012. Do tego dołączyć hit Nice Guy. Dwie genialne produkcje: drama i film, które sprawiły, że wiele było o nim szumu. Co miejmy nadzieję przedłoży się na nowe angaże zaraz po powrocie z wojska. 

Nie można zapomnieć o ścieżce dźwiękowej, która umilała cały seans... Co ja piszę! Sprawiała, że ryczałam jeszcze bardziej. Jestem mało obiektywna jeśli chodzi  o ten film. Obejrzałam m.in. na drama-online.pl 




5 komentarzy:

  1. Też oglądam ten film kilka razy. Zawsze mówię (po kolejnym seansie) "nigdy więcej", a potem oglądam ponownie. Rzeczywiście, Song Joong Ki gra fantastycznie i nie mówi wiele. Ale gdy teraz usłyszę (gdziekolwiek) "Nie idź.", to mam zaraz łzy w oczach. A przy oglądaniu Frozen i piosence "Ulepimy dziś bałwana" myślałam, że będę ryczeć do końca kinowego seansu. ... "Werewolf Boy"- to rewelacyjny film warty polecenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o, ja piernicze, mam ciary od samego trailera, a co dopiero cąły film. Powiedz czy film ma szczęsliwe zakonczenie, bo jesli nie, to nie oglądam go. Po "Aein" tak się spłakałam, że muszę zrobić sobie przerwę od nieszczęśliwych zakończeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wypłakałam litry łez :DD chociaż zakończenie było pozytywne na swój sposób :D oglądaj! ;>

      Usuń
  3. Nie rozumiem czemu nie można by sprowadzić tego filmu do Polski? przecież na fali popularności zmierzchu czy "akademii wampirów" sukces murowany? Nie rozumiem dlaczego nikt jeszcze z koreańczyków nie poszedł po rozum do głowy i nie nawiązał współpracy z jakimś polskim dystrybutorem. No ale po co ktoś ma sprowadzać coś innego niż amerykanskie szmiry, musimy oglądać wszystko co "hamerykanskie"... Dobrze, że jest internet...

    OdpowiedzUsuń
  4. No i obejrzałam, cudowny, wzruszający, trafia na listę ulubionych

    OdpowiedzUsuń