niedziela, 23 lutego 2014

To the Beautiful You [k-drama]



Kończąc dramę zawsze mam uczucie smutku. Tak mi szkoda rozstawać się z bohaterami, których obserwowałam od dobrego miesiąca czy dwóch. I w tym przypadku tak było, że włączyła mi się nostalgia na sam koniec, chociaż drama wysokich lotów nie jest. Nie oszukujmy się. Wiele niedociągnięć, szczególnie w kwestii gry aktorskiej, jednak i tak zostanę przekrzyczana przez fanki SHINee. Jednak od początku. 

Zacznijmy od tego, że to drama SM-u. Wszystko jest od tej wytwórni. Od głównej pary, po cały soundtrack, po muzykę w cholernej kawiarni. To było wkurzające. Nieziemsko wkurzające. Jednak nie mogę nie powiedzieć, że ścieżka dźwiękowa nie była dobrze zrobiona. Szczególnie utwór główny w wykonaniu J-Min, która nie jest zbyt popularna, a jednak do SM-u należy. Wydaje mi się, że muzyka została dopracowana najbardziej. Ponieważ inne kwestie leżą i kwiczą, starając się podnieść. 

Fabuła. No cóż, nie sposób nie porównywać z wersją japońską, którą oglądałam. I podobała mi się
znacznie bardziej. Tutaj fabułę przełożono na koreańskie realia, gdzie wątek miłości jest najważniejszy. A właśnie w adaptacji japońskiej, to przyjaźń i wojna akademików górowała. Jak i dokładniejsze rozwinięcie postaci pobocznych, a nie jedynie głównej pary. Ten scenariusz jest mangowy. To nie jest dobry materiał na koreańską dramę. O ile oderwanie od rzeczywistości i komizm w takiej postaci pasuje do japońskich dram, to w koreańskiej się nie sprawdziło jak dla mnie. To zwykła drama młodzieżowa, gdzie głównymi odbiorcami mieli być fani Minhosza. Widocznie i to nie wystarczyło. Patrzę na rating oglądalności i godzinę wyświetleń dramy. Mam jeden komentarz. Dramy młodzieżowe powoli upadają. Ta nie zdobyła nawet 8% w żadnym odcinku i możemy obserwować tendencję spadkową. Do tego czas wyświetlania: 21.55 (komuś rodzice kazali chyba chodzić wcześnie spać, to dlatego drama sukcesu oglądalności nie przyniosła. rozumiemy). Co jednak jest plusem. Drama jest po prostu ładna. Piękne zdjęcia, żywe kolory. Chociaż to mogło w minimalnym stopniu przyciągnąć widzów. 

Cóż jednak poradzić, skoro gra aktorska po prostu ssała. Minho aktorem nie jest... i doskonale to widać. Śmieszył mnie w tej dramie. Ta jego nieumiejętność pokazania emocji, albo ich przerost. Gdzie to było szczególnie widoczne? Kiedy postawili go obok Woo Bina, który miał swoje kilka odcinków (a mi od tego momentu produkcja zaczęła podobać się bardziej), co znacznie wzbogaciło dramę. Zaskoczyła mnie natomiast Sulli. O dziwo poradziła sobie z tą rolą na pewno bardziej niż jej japońska odpowiedniczka Ashiya Mizuki. O Lee Hyun Woo'nie nie potrafię się zbytnio wypowiedzieć. Oglądało się go niebywale miło, grał przyjemną postać, jednak jego gra ograniczała się do była miłym, śmiesznym chłopcem. Tak samo Kwang Hee z ZE:A , oprócz tego że mnie irytował, zapamiętam z jego scen jedynie krzyk i pomadkę. Na pochwałę zasługują (oprócz Woo Bina) również Kang Ha Neul (Min Hyun Jae) i Kang Kyung Joon (trener). 

Tak patrzę teraz na plakat i gdzie jest Woo Bin. I skąd się tutaj wzięło EXO? Mam ubaw po pachy, bo kiedy Woo Bin czy inni aktorzy, grający chociażby nauczycieli nie zostali ujęci na plakacie... mamy EXO. Rozumiem, że ich marny występ w którymś tam odcinku sprawił, ze musieli si tam pojawić! (btw. myślałam, że padnę jak wyskoczyli z tym swoim Mama czy History. Co za żenada... Już LED Apple było bardziej przekonywujące).  

Podsumowując. Nie było źle, jednak nie mogło być bardzo dobrze bo zła gra aktorska, bo źle dobrana fabuła, bo drama młodzieżowa. Niemniej jednak miło mi się oglądało. Jednak pewnie bym do niej nie wróciła, japońska była o niebo lepsza. 









2 komentarze:

  1. To w tej dramie jest exo? Co za komercha. Z ciekawości to sprawdzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem dziwna, bo nie pamiętam, w którym momencie to EXO się pojawiło, a oglądałam tę dramę... ;D Może to dlatego, że ja EXO ledwie kojarzę i uważam, że wszyscy w tym zespole wyglądają tak samo.

    OdpowiedzUsuń