poniedziałek, 24 lutego 2014

Sunny [k-movie]



Dawno nie oglądałam koreańskiej produkcji, która była tak ciepła i niezwykle przyjemna w oglądaniu. Mnie osobiście uśmiech nie schodził z twarzy, przeplatany momentami, kiedy mogłam sobie popłakać. Film jest po prostu o przyjaźni, o młodości, wspomnieniach. Może nie ma ogromnego dramatu, głupiego humoru czy szybkich zwrotów akcji, jednak pozostawia w serduchu dużo pozytywnych emocji. 

Akcja podzielona jest na dwa okresy. Współczesność, gdzie Lim Na Mi, stateczna czterdziestolatka z mężem i córką, żyje spokojnie. Ciągle ma jednak uczucie, że czegoś w jej życiu brakuje. Przypadkiem znajduje w szpitalu swoją dawną przyjaciółkę - Ha Chun Hwę. Ta jest chora na raka i niebawem umrze. I tutaj zaczyna się powrót do przeszłości, obietnic złożonych jako dzieci. Na Mi, postanawia nawiązać kontakt z pozostałymi członkami paczki. Grupa nazywała się Sunny. Film przeplatany jest zabawnymi momentami z przeszłości, gdzie dziewczęta aniołkami nie były, jak i współczesnością i problemami każdej z dojrzałych kobiet. 

Nie potrafię ocenić gry aktorskiej obsady. Bo tak jak zwykle oglądam filmy dla konkretnego aktora czy pary, tutaj oglądałam niezwykle zgraną całość, nie analizując kto gra lepiej. W ogóle się na tym nie skupiałam, wchłaniając całą historię jednym tchem. Film jest o grupie i jedynie tak mogłam to ocenić.  Produkcja stworzona na pewno o kobietach i dla kobiet. Bardzo przyjemny w odczuciu, wprawia w niejaką nostalgię. Powoduje, że mówimy sobie "stop" i stajemy, rozmyślając o własnym życiu.
Świetny film, gdzie fabułą są powroty do przeszłości, która była mniej problemowa niż współczesność. O przyjaźni, która może się odrodzić nawet po tylu latach, że nawet śmierć nie jest w stanie przerwać miłego odbioru, mimo że wzrusza nie raz. 

To taki mały film, który zawojował bardzo wiele,bo zapadł w sercach Koreańczyków. Świadczy o tym duża sprzedaż biletów. Tutaj nie efekty budują, że film jest dobry, a bohaterki które niesamowicie poruszają. I co najważniejsze, kto by się spodziewał, że w scenie pozornie pozytywnej wybuchamy płaczem? Tylko produkcje, które mają w sobie to coś, powodują takie emocje. 

Pokazana tutaj jest w sumie jedynie relacja przyjaciółek. Wspominki są tylko niejakim oderwaniem od problemów rzeczywistości. Chyba cieszę się również, że wątek miłosny nie został za bardzo rozwinięty i tym samym wysunięty na pierwszy plan. Chociaż nie mogę powiedzieć, że postać Joo Ho (Kim Shi Hoo), nie była urocza, najprzystojniejszy facet z całego filmu. Cóż, koniec końców... kobiety wygrały ten film. 



Polecam każdemu, warto zająć się na te dwie godziny tą produkcją. Bardzo przyjemna i pozytywna. Pokazuje po prostu życie, nawet jeśli zaznaczone ryskami. Piękny film, o pięknych relacjach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz