piątek, 21 lutego 2014

Secretly Greatly [k-movie]



Obejrzałam. Trochę się zniechęciłam. No ale czego było oczekiwać, skoro to był komedio-dramat, albo w moim tłumaczeniu parodio-dramat. Albo rybki albo akwarium, warto było zdecydować się na jeden gatunek, albo chociaż nie przechodzić ze skrajności w skrajność. I nie ukrywajmy też, że film obejrzałam jedynie dla tego pana pośrodku na plakacie. 

Woo Ryu Hwan jest specjalnie przeszkolonym żołnierzem Korei Północnej, który został wysłany do Korei Południowej, by tam czekać na rozkazy. Dwa lata przyszło mu czekać, w tym czasie zmienił image i jego kamuflażem jest zgrywanie wioskowego debila w zielonym dresie i kasku na głowie. Po pewnym czasie spotyka innych agentów, którzy zostali również wysłani na Południe. Jeden z nich Lee Hae Rang dostał za misję zostanie gwiazdą rocka. Najmłodszy Ri Hae Jin zostaje licealistą. Z góry przychodzą rozkazy. Samobójstwo. Co w takim przypadku zrobi trójka wyszkolonych szpiegów. Śmierć honorowa w imię ojczyzny? Czy jednak przeżycie?

No dobrze, opis zbyt długi, co jednak nie przedkłada się na to, że film jakoś niewiarygodnie powalił mnie na kolana. Co prawda zdobył niezwykłą popularność i wszystkie bilety zostały wykupione, jednak nie oszukujmy się, nie ze względu na świetną fabułę. No to po kolei...

To było bardzo rażące. Najpierw debilna komedia, gdzie Kim Soo Hyun co prawda grał dobrze, jednak perspektywa tego, że za moment wszystko zmieni się o 360 stopni i ukazany zostanie dramat, dobijała. Ten film na dobrą sprawę nie ma nawet zgranej fabuły. Chcą ich zabić. To wiemy. Nagle wtrąca się do tego Korea Południowa, która chce ocalić agentów Północy, bo tak? No proszę Was, więcej realizmu? Do tego kiepskie wykonanie techniczne. Chyba zapomniano, że obecność tak ładnych aktorów nie zakryje niedociągnięć w scenach walki, czy efektach specjalnych. Ale i to nieważne...

No ale tu nie o fabułę, ani o akcję chodzi. To film, który był skazany na powodzenie. I to tylko dlatego, bo Kim Soo Hyun, bo Lee Hyun Woo, bo Park Ki Woong. Młoda obsada. Śmietanka aktorska, dla której fanki dla wybranego oppara kupią po dwa bilety nawet, by nabić sprzedaż i zobaczyć na wielkim ekranie biasa. Nie powiem, że nie lubię głównych aktorów. Podobała mi się ich gra, chyba jednak najbardziej przekonujący był Kim Soo Hyun. Lee Hyun Woo kojarzy mi się z dzieciaczkiem, nie zabijaką. A Park Ki Woong stworzył ze swojej postaci taką trochę parodię. No i najważniejsze! Czy tylko ja zauważyłam mały bromance pomiędzy Kim Soo Hyunem a Lee Hyun Woo? O reszcie aktorów nawet nie wspominam, byli zaledwie otoczką dla trzech najjaśniej świecących gwiazd. 

Czy warto obejrzeć tą produkcję? W sumie tak. Nie jest to może kino wysokich lotów, bo momentami jest po prostu głupie. Nie sposób jednak nie uśmiechnąć się, kiedy gra Kim Soo Hyun. Mnie nie wzruszyło, bo było niedopracowane. Co prawda scena końcowa była zaskakująca, co nie zmienia faktu, że film był o niczym. Jedyne co z niego zapamiętam, to świętą trójcę, która zdominowała kina właśnie swoimi osobami. 

Film obejrzałam na drama-online.pl . Już nawet tutaj nie oceniam filmów. Bo musiałabym robić to chyba pod każdą kategorię. Kogo interesuje "ocena" zapraszam tutaj --> /http://www.filmweb.pl/user/justus93





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz