środa, 5 lutego 2014

Princess' Man [k-drama]



Spędziłam dziś niemal cały dzień kończąc tą produkcję. W ogóle nie żałuję, że się za to zabrałam, tym bardziej, że uwielbiam dramy historyczne. Niektórzy mogą powiedzieć, że są nudne, że przepychanki między starszyzną, siedzącą i zawodzącą imię króla, w ogóle nie interesują. Wiedzcie jednak, że jeśli chcecie popłakać (a to robiłam przy każdym odcinku, kiedy minęłam połowę dramy), to ten serial idealnie się do tego nadaje. Bolą mnie zatoki, mam podpuchnięte oczy, jednak jestem szczęśliwa i nieco smutna, że to już koniec. Oglądałam tą dramę niezwykle długo i to nie z powodu, że mnie nudziła... od pierwszego odcinka targała mną żałość, że to nie może skończyć się dobrze, że wyleję tyle łez i wysmarkam chusteczek, że może przerzucenie się na jakąś komedię będzie rozsądniejsze, aniżeli męczyć moje uczuciowe, słabe serce. 

Drama bazuje na Gaeyu-jungnan, która to opowieść jest historyczną wersją Romeo i Julii. Ojcu Se Ryung, Wielkiemu Księciu Suyang, marzy się korona, którą chce odebrać starszemu bratu królowi Munjong (w rzeczywistości, tej historycznej, zdobywa ją i zostaje królem Sejo). Ambitny Suyang spotyka się z oporem swojego wroga, wysoko ustawionego Ministra Prawej Strony, Kim Jong Seo. Rozgrywająca się walka polityczna o tron, niesie za sobą rozlew krwi. Młodszy syn Ministra Seung Yoo, nauczyciel Królewskiej Akademii, zakochuje się ze wzajemnością w swojej uczennicy, Księżniczce. Z czasem jednak okazuje się, że nie nauczył Księżniczki, tylko córkę śmiertelnego wroga ojca, Se Ryung. Jak potoczą się losy Wielkiego Księcia oraz Ministra? Który wygra? A jak rozwinie się miłość Seung Yoo i Se Ryung, czy przetrwa? (http://www.dramawiki.pl/index.php?title=The_Princess'_Man)

Tyle o fabule. To nie tylko opowieść o jednej miłości, która jest wystawiona na próbę. To opowieść o przyjaciołach, którzy w jednej chwili są zwróceni przeciwko siebie. Walka o tron niesie za sobą rozlew krwi, gdzie cierpią niewinne osoby. A w to wszystko, w knowania starszych, wplątane są dzieci. I nie bez powodu nazywam bohaterów dziećmi. Na początku są beztroskimi osobami, gdzie największym problemem jest wybór ubrania czy sposobu spędzenia wolnego czasu. W miarę rozwoju trudnej sytuacji, wplątani w intrygi, spiski, stają przed wyborem co jest dla nich ważniejsze, miłość czy wierność rodzinie. 

Uwielbiam w tej dramie kobiety. I już nie mówię jedynie o Moon Chae Won, która zagrała Se Ryung. Doskonale poradziła sobie w roli upartej córki, która poświęca nawet swoją rodzinę, by być szczęśliwą. To nie znaczy, że przychodzi jej to łatwo. Za każdym razem, gdy roniła łzy, wyłam razem z nią. Również Hong Soo Hyun, grająca rolę Księżniczki, mimo że starałam się jej nie lubić, bo w końcu zła bohaterka musi istnieć, nie udało mi się to. Jej wybory, słowa... były całkowicie uzasadnione. Walczyła sposobami na które mogła sobie pozwolić. W trakcie wkradła się również miłość. 

Teraz nieco o mężczyznach. Park Shi Hoo, który zagrał Seung Yoo stanął przy nie lada wyborze. Rozbrykany młodzieniec, który na początku dramy, kłopotał się jedynie tym, co powie ojcu, kiedy wracał z domu gisaeng, później mściciel, który nawet nie zawahał się porwać ukochanej, byle wbić sztylet w plecy Suyangowi. Bardzo podobał mi się w tej roli. Było jednak kilka momentów, które doprawdy były wręcz nierealistyczne. Tyle razy został pocięty, a w zaledwie dzień dochodził do siebie. 

Mimo, że na początku relacja Księżniczki i Królewskiego Małżonka Jonga była raczej pośrednim wątkiem, jednak i to małżeństwo miało swoje kilka przełomowych minut. Minut, przy których drżałam jak osika, oczywiście zalewając się łzami ze szczęścia i wzruszenia. Lee Min Woo, grający Jeong Jonga, mimo swoich starań i na pewno chęci zaimponowania Księżniczce, niewiele potrafił zrobić. Jednak stworzył niesamowicie przyjemną postać, a jego uśmiech z małymi zmarszczkami miło wspominać. 

Nie sposób nie wspomnieć o nieszczęsnym Shin Myunie, w tej roli Song Jong Ho, który znalazł się między młotem a kowadłem. Za dobrze nie wybrał, a później nie potrafił zawrócić ze złej ścieżki. W trakcie zakochał się w Se Ryung, czy to może była bardziej obsesja typu "bo ona kocha mojego kumpla". 

Oprócz rzewnych scen, to co mnie uwiodło to ścieżka dźwiękowa. Gdyby nie ona, pewnie tyle emocji by nie targało moim ciałem. Park Shi Hoo dobrze poradził sobie w scenach walki, jednak momentami jego gra była mało przekonująca. Towarzysząca mu jednak partnerka rekompensowała jednak wszystkie niedoskonałości, swoim temperamentem. Tak, mogę z powodzeniem stwierdzić, że jestem cholernie nieobiektywna wobec tej dramy. Zaliczam ją do najlepszych jakie kiedykolwiek widziałam i polecam każdemu. Nie wydaje mi się natomiast bym dała radę obejrzeć ją jeszcze raz. Umarłabym w kałuży swoich łez. 

Moja ocena : 10/10 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz