wtorek, 14 stycznia 2014

W BLASKU STU ŚWIEC… - HYAKU MONOGATARI [artykuł]





Idąc tropem słynnego zbioru baśni „Opowieści tysiąca i jednej nocy”, niejaki odpowiednik znajdujemy również w kraju Kwitnącej Wiśni. Błędnym jednak myśleniem jest koncept spokojnych, dobrze kończących się historii, by w efekcie rozkochać apodyktycznego władcę. Nic z tych rzeczy. Japonia, słynąca z uwielbienia do horrorów i będąca w czołówce produkowania pełnych grozy historii, ma zupełnie inny obyczaj. Tutaj nie usłyszymy opowiastek Szeherezady, tylko trzymające w napięciu i mrożące krew w żyłach opowieści o duchach, upiorach i czego jeszcze sobie zapragniemy, puszczając albo wodze wyobraźni, albo bazując na swoich własnych przeżyciach. Wywoływanie zmory… kto jest na tyle odważny, by zgasić ostatnią ze świec? 

100 świec i „magiczny” krąg.

Każda tradycja miała swoje podstawy i w pewien sposób ewoluowała, do obecnej współczesnej formy, którą niebawem poznamy. Hyaku monogatari (百物語), tłumaczone jako „wieczorne spotkanie grupy osób, aby podzielić się swoimi strasznymi historiami”. Pełna funkcjonująca nazwa zabawy to Hyaku monogatari Kaidan-kai ((百物語怪談会). Nic jednak nie odbyłoby się bez odpowiedniego nastroju i nastawienia, bo czego nie widzimy… to właśnie z chęcią sobie dopowiemy. Gra towarzyska, która swą świetność przechodziła w okresie Edo. Najbardziej popularna latem, kiedy czekano na święto Obon (お盆), przypadające od 13 do 16 sierpnia. Obon jest odpowiednikiem naszego Święta Zmarłych, a sama gra miała na celu przywołać duchy, aby żyjący mogli spotkać się ze swoimi krewnymi. Później rozrywka stała się tak popularna, że grano w hyaku monogatari, kiedy zechciano. Jedynym zastrzeżeniem było to, że nie zawsze tylko te dobre duchy miały wkraczać do kręgu i pojawiać się w naszym świecie. Istniała możliwość przywołania czegoś niewyobrażalnie złego i mogącego napytać biedy zgromadzonym. Jak powiadają, jest ryzyko jest zabawa. Tylko czy aby na pewno opłaca się aż tak ryzykować?

Setkę świec ustawiano w kręgu, a kolejni śmiałkowie opowiadali makabryczne historie, które najczęściej dotyczyły lokalnego środowiska czy nawet osobistych przeżyć. Nic dziwnego, grozę sprowadzają przecież historie, kiedy mamy świadomość, że mogły wydarzyć się naprawdę. Kończąc opowieść gaszono jedną ze świec, budując nieustannie napięcie i mroczny nastrój oczekiwania. Gra uważana była za rytuał ewokacji, przywoływania istot nadprzyrodzonych. To w jakim stopniu autentyczne były opowiadane historie, miało duży wpływ. Wierzono, że gaszone za każdym razem świece, jak i prawdziwość opowieści, wzmacniały wyzwalaną mroczną energię, przekształcając pomieszczenie, w którym znajdowali się śmiałkowie, w niejaki drogowskaz – latarnię – ułatwiającą istotom nadprzyrodzonym trafienie do świata żywych ludzi. Wraz z „odejściem” ostatniego światła, będącego swoistym przykładem blokady – jak i łącznika – przed zjawami, coś strasznego i złego miało czekać na zgromadzonych w całkowitych ciemnościach. 

Nie jest do końca pewne jak powstały pełne zasady gry-obrzędu. Powiada się ogólnie, że najbardziej popularna była nie tyle u zwykłych ludzi, co wśród zacnego grona samurajów. Opowiadanie strasznych historii miało być testem odwagi, wskazującym kto potrafi zachować zimną krew, nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach. Zwodny nasz umysł, który samoistnie podsuwa najgorsze scenariusze o zmorach czających się tuż za plecami. Chyba tego musimy bać się w największym stopniu, samych siebie. Dopiero w późniejszym czasie, gra trafiła na salony arystokratów, jak i domowe zacisza biedniejszej części społeczeństwa.

Hyaku monogatari na papierze. 

Początkowo zabawa funkcjonowała w formie niepisanej, jak większość obrzędów. Żeby ją utrwalić i by nie zaniknęła, spisano i historie i zasady, aby przekazać je potomnym. Powstał również gatunek literacki, nazywany kaidan-shu, oznaczający oczywiście historie grozy. Poszukiwano coraz to nowych i wymyślniejszych opowieści, które miały zachwycić i zaszokować pozostałych uczestników zabawy. Dlatego ludzie w niekrótkim czasie zaczęli się trudnić się spisywaniem kaidanów, licząc na dobry zarobek. 

Jedną z pierwszych wersji gry jest zapisana w dziele Ogity Ansei. Powstała w 1600 roku „Tonoigusa” – druga nazwa „Otogi monogatari” (Przedszkolne opowieści) – opisywała historię grupy samurajów, którzy spotykają się, by opowiadać swoje kaidany – opowieści grozy. W finalnej części, na zebranych zstępuje gigantyczna ręka. Stwór okazuje się być jednak jedynie cieniem pająka, a ci którzy dali się zwieść pozorom i zlękli się, wystawieni zostawali na kpiny pozostałych bohaterów. 

Pierwszą książką, która zaczęła używać nazwy „Hyaku monogatari” została opublikowana w 1677 roku. „Shokoku Hyaku monogatari”, czyli 100 opowieści wielu krajów, było zbiorem tajemniczych historii z różnych zakątków świata, które miały być autentyczne. Po wydaniu tej pozycji, zaczęły masowo pojawiać się coraz to nowe książki, wszystkie o podobnych tytułach. I tak dostępne były: Shokoku Shin Hyaku monogatari (New 100 Tales of Many Countries), Osogi Hyaku monogatari (100 Tales of Osogi), Taihei Hyaku monogatari (100 Tales of Peace) czy Bansei Hyaku monogatari (100 Tales of Enternity). 

Latarki w dłoń.

Wszystko jednak się zmienia. Wszystko idzie z duchem postępu, mimo że nie zawsze możemy zapisać to jako pozytyw. Początkowym zamysłem hyaku monogatari, było nie tyle co przestraszyć – choć to również wliczało się do puli – co umoralniać. Mnisi buddyjscy, tworzyli krótkie historie, nie mające zakończenia. To my, słuchacze mieliśmy takowe sobie nakreślić, wedle naszego uznania i sumienia. Opowieści odnosiły się najczęściej do zjawisk naturalnych i ich prymitywnego wyjaśnienia. Czy to drzewo, które nagle skręciło się i przybrało inny kształt, czy skała, której magicznym sposobem ubyło. Dopiero w późniejszym czasie włączono do historii zmory, upiory i duchy. Aby jeszcze bardziej nastraszyć widza, sprawdzić jego odwagę i męstwo – jak w przypadku wspomnianych samurajów. Całość obrzędu jednak okryta była mistycyzmem i tajemniczością, powodując dreszczyk grozy. 

Dzisiejsza forma hyaku monogatari jest oczywiście bardzo okrojona i uproszczona, niemniej jednak, dalej szczyci się ogromną popularnością. Nastolatkowie zbierają się nocą w jednym pomieszczeniu i zamiast świec – które dają lepszy i na pewno mroczniejszy nastrój – używają latarek. W pokoju, w jego czterech kątach, dodatkowo ustawiane są światła. Tworzyć mają niejaki ochronny krąg, żeby w razie niebezpieczeństwa, gdy zgaśnie ostatnia latarka, żadna niepożądana – i niebezpieczna – istota z zaświatów, nie wdarła się do środka. Zebrani dają upust wyobraźni, opowiadając każdy swoją, najczęściej wymyśloną opowieść. 

Zacznijmy zatem swoją własną opowieść. Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami… Chwila, zbyt pozytywne zaczęcie. W bardzo ponurym lesie, gdzie nie docierał blask światła słonecznego… Puśćmy wodze wyobraźni, wymyślmy własną mroczną i pełną grozy historię. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz