poniedziałek, 13 stycznia 2014

B1A4 - Who Am I [2nd album]



Ten zespół darzę wielką sympatią już od samego początku ich istnienia. W sumie start mieli kiepski, w porównaniu z tym, co pokazują teraz. A dane jest nam zobaczyć wielość stylów, konceptów, czyli to co bardzo lubię. Chłopacy nie dają się sobą zanudzić, a wielki plus dla nich, że to już drugi pełen krążek na ich koncie. Nie robią przestojów w karierze, nie dają o sobie zapomnieć. I tym razem pokazali zupełnie coś innego, biorąc pod uwagę ostatnie szalone "What's Happening?"

Można powiedzieć, że byłam nieco sceptycznie nastawiona, jednak tylko do tytułu. Kurcze, utworów gdzie nazwę dumnie dzierży Lonely, jest na pęczki, jedne lepsze, drugie gorsze i w sumie trochę bałam się, że piosenka zaniknie z czasem. Na pewno teledysk odzwierciedla tytuł. Sama jego oprawa jest jednym słowem śliczna, chociaż brakuje mu do doskonałości wizualnej, którą zachwycałam się w "Tried to walk". Sam utwór jest jednak o niebo lepszy niż tamten. Wydaje mi się, że sam układ - mimo że dobry - mógłby zostać wycięty. Same sceny bez tańca są bardzo dobre. Jak zwykle Gongchan dostaje najmniej partii, a Baro mimo braku jakiegoś wielkiego popisu raperskiego, przyciąga uwagę. 

Co do całości płyty. Utwory w większości spokojne. Intro jest doskonałym wprowadzeniem do poczucia całego klimatu krążka. Love Then ft. Harim jest jakby dopełnieniem Prologu, gdyby ktoś czuł niedosyt. Niemal identyczne rozpoczęcie, by potem usłyszeć delikatne granie smyczków. I głos Baro, tak bardzo subtelny. Amazing ma taki trochę hippisowski klimat z brzmienia. Tło muzyczne aż prosi się o dorobienie w wyobraźni plaży, kolorowym drinków i słomianych kapeluszy. Jednak w żadnym razie nie jest to kiczowate. Baby, czyli bardzo przyjemne R&B i jedyne co zapamiętam to "uhuuhuu". Oh my God to pierwszy z utworów, który zahacza o tradycyjny pop, szczególnie kiedy wkraczamy w refren. Co jednak nie zmienia faktu, że nie wybija się znacznie ponad całość płyty nie pasując do niej. Too Much w duecie Sandeul'a i Goongchan'a, po którym strzelałam, że będzie balladą. Pomylić się nie pomyliłam. I w końcu można usłyszeć nieco więcej maknae. Piosenka dramowa jak na mój gust. Przyznam że liczyłam na coś większego. A tak mamy przyzwoitą balladę. Napięcie, które budują instrumenty smyczkowe w żaden sposób nie odzwierciedlają wokali chłopaków. Pretty lubię z racji tego, że słyszę saksofon. Może i mało obiektywnie, ale tak będzie. Who Am I tytułowa piosenka z albumu w szybszym klimacie i zdecydowanie elektronicznym bitem. Chciałabym do tego teledysk. W ogóle artyści, którzy wydają pełen krążek powinni wydawać więcej niż jeden klip! Nie mamy tutaj jednak przesytu dubstepu czy innego zawiłego ścierwa, które może i się sprawdza, jednak do tej płyty nie pasuje w ogóle. Nawet linia melodyczna jest prosta. To aż cieszy uszy. Drunk with Music, która jest solówką CNU. Byłam ciekawa tego utworu i chyba nie zawiodłam się. Sama piosenka kojarzy mi się ogromnie z "Zakręconą", szczególnie na początku. Cały jednak utwór jest porządnie zrobiony i znacznie przebija duecik z Too Much. Road na pewno może popisać się nieco silniejszą nutą wokali i nieco zdeformowanym raper Baro, który nie brzmi jak on. Kończące płytę Seoul, spokojne R&B, które nie porywa, jednak nie jest jakoś wielce odrzucające. 

Cóż mogę powiedzieć na koniec... To jest bardzo dobra płyta. Co z tego, że spokojna. Nie ma w niej monotonności, a każdy utwór daje coś zupełnie innego. Brawa dla chłopaków. Oby więcej tak dobrych krążków! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz