wtorek, 12 listopada 2013

O zaawansowanym stadium k-popera.






           Jeśli kiedykolwiek przez myśl przeszło ci, że od k-popu nie można się uzależnić… to właśnie palnąłeś największe głupstwo na świecie. Ten gatunek muzyki rządzi się żelaznymi prawami, i albo je zaakceptujesz i będziesz w pełni grał w tą pełną wybojów grę, albo na „prawdziwego” fana k-popu się nie nadajesz.
            Muzyka ta uzależnia i owija swoimi mackami, nie minie chwila a ślęczysz z nosem w monitorze komputera i nic więcej cię nie obchodzi. Ważne dla świata wydarzenie polityczne? K-pop. Ktoś z amerykańskich artystów wydał nowy teledysk, który jest na ustach wszystkich? K-pop. Ploteczka czy skandal, który z pasją analizują twoi znajomi? K-pop.
            Zaczyna się niewinnie, bo i jaki ma mieć początek to uzależnienie – nie oszukujmy się, tak właśnie jest. W tym świecie nie ma zmiłuj. Można rozróżnić kilka podstawowych etapów stawania się rasowym k-popowcem, wyjadaczem biasów, nowych zespołów oraz dzierżeniem jakże poważnej funkcji jako „ profesjonalny wzdychacz do umięśnionego ciała swojego idola”, tudzież idoli.
            Oglądasz jeden teledysk. Pewnie trafiasz na ten najbardziej kolorowy, z chwytliwą muzyką i ładnym Azjatą tańczącym jak w zegarku wraz z pozostałymi członkami zespołu. Urzeka cię ten blask, świetna choreografia, ubrania. Utwór zaczyna drążyć w twojej głowie istne tornado i nim się obejrzysz, znasz całą dyskografię bandu, a w późniejszym czasie inne zespoły z tej samej wytwórni.
            Wtedy twoja przygoda z k-popem nabiera tempa i ślęczysz po nocach przed komputerem, wypatrując więcej i więcej, chłonąc i analizując każdy kolejny zespół. Wybierasz sobie posłusznie biasa – faceta, do którego będziesz wzdychać, oblepiać jego zdjęciami swój pokój, stworzysz na dysku osobny folder dla jego kilku tysięcy fot i zachwycać się będziesz każdą seleczką, którą udostępni.
            Będąc bardziej wytrwałą, zaczniesz się uczyć w pocie czoła, choreografii, która najbardziej zapadła ci w pamięć. Tańcząc do lustra, przy tym ambitnym celu, będzie cię trzymać jedna myśl: „ Kiedyś cię zobaczę, Azjato!”. Tak, tak. Myślisz jednocześnie o wyjeździe do Korei i wspaniałym planie znalezienia sobie przytulnego miejsca tuż przy wytwórni, aby koczować na swojego idola, spotkać go i cyknąć chociaż kilka fotek. Wtedy osiągniesz pełnię szczęścia. Marzyć, dobra sprawa… jednak wróćmy do realiów.
Internet. Skarbnica wiedzy. Jedyny łącznik, który przybliża cię do k-popowego marzenia. Bez Internetu, nie ma szans na rozwijanie tej pasji będąc w Polsce. Czatujesz do bladego ranka przed komputerem – informując wszystkich na Twitterze, bo tam masz prawdziwą rodzinę – żeby zobaczyć trzydzieści sekund teasera ulubionego zespołu. Pewnego pięknego dnia trafiasz na jedną ze stron o k-popie na Facebooku i twoje życie ponownie się zmienia. Myślałaś/eś że jesteś wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, a okazuje się, że fanów k-popu jest spora grupka. Nie, nie przeszkadza ci to, wręcz przeciwnie, masz w końcu z kim rozmawiać o muzyce! Bez niepotrzebnego tłumaczenia kto to bias czy maknae.  Bo czy rodzina nadaje się do tego? Mama ciągle marudzi, że „Japończyków” słuchasz, za nic nie wytłumaczysz, że to „Koreańczycy”… W efekcie, twoja tablica zawalona jest zdjęciami Azjatów.
Jeśli myślisz, że to koniec. Że osiągnąłeś/aś już wszystko… traf na yaoi. Początkowe niezrozumienie i wdrażanie się w fandomy i paringi spowoduje mały zawrót głowy, jednak w końcu dołączysz do elity fanowskiego gronka. Świat stoi przed tobą otworem i zaczynasz działać. Pisać opowiadania – jeśli masz ku temu dozę kreatywności – czytać opowiadania, komentować, zakreślać nowe znajomości i zachwycać się każdym kolejnym zdjęciem, które wskazywałoby na realne uczucie członków zespołu.
W rzeczywistości jednak nie jest łatwo. Ludzie cię nie rozumieją. Ty nie chcesz ich zrozumieć. I na pytanie „Jak możesz siebie krótko określić?” bez zastanowienia odpowiadasz „Jestę k-popę!”.


 ~**~

A jak Wy podchodziliście na początku do k-popu? Odnaleźliście w tym wpisie nieco siebie? :P 
           
         

1 komentarz:

  1. 'Nieco'?!? Dziewczyno, jesteś cudowna!
    Nie mogę dojść do siebie. XDD Opisałaś w tych kilku zdaniach ostatnie dwa i pół roku mojego życia.. Z dokładnością co do myśli... *nie ogarniam*
    Hmmm. Po dwóch latach ciągłego odpowiadania: 'Czego słucham? Moich Koreańców, oczywiście.' Moja własna mama powiedziała mi: 'Wyłącz tych Japończyków!'.
    Przygodę z K-POP'em zaczęłam od Mr. Simple... Niewątpliwie "kolorowy teledysk" z "chwytliwą muzyką". ;P
    I to wżeranie się w mózg... Co najmniej. XD Nadal nie mogę się wyzbyć niekontrolowanego odruchu nucenia: ~Heeeej ajm miste simpol! bikosyn naryn naryn~!!!

    A jeszcze rok temu na określenie siebie nie znałam innego słowa niż k-pop... Obecnie moje życie się unormowało. A k-pop stał się jego nierozłączną częścią. Przy czym zyskałam jeszcze jedno określenie. Co tworzy czasem niebezpieczną kombinację. Ale to już temat na inną rozmowę. ;p A może inny artykuł..?

    OdpowiedzUsuń